niedziela, 18 lutego 2018

Rozdział XVIII [Okruchy magii]

— Ona wyglądała niemalże jak ty.
Bellę przeszedł dreszcz.
— Jak ja? — powtórzyła głucho, mając wrażenie, że cienie wokół nich się namnażają.
— Miała twoje ciemne włosy. — Bestia bezwstydnie dotknął pasemka jej ciemnobrązowych kosmyków. Bella stała bez ruchu, pozwalając, by półprzytomnym spojrzeniem błądził po jej twarzy. — Twoje usta i oczy… Kiedy cię pierwszy raz ujrzałem, rozczochraną i w białej koszuli nocnej, zdałaś mi się jej duchem. Przez chwilę bałem się, że wróciłaś napawać się moim cierpieniem, później zaś naiwnie pomyślałem, że zamierzasz zdjąć ze mnie klątwę. Igrałem z tobą, sprawdzałem. Chciałem wiedzieć, czy znajdziesz różę, czy znasz jej historię.
Bella pokręciła powoli głową.
— Nigdy wcześniej cię nie spotkałam. — Potrafiła jedynie szeptać. — Nie jestem nią.
— Teraz to wiem, zrozumiałem, kiedy drżałaś pod moim dotykiem i wydawałaś się tak oszołomiona. — Cofnął swą dłoń, wydając się uśmiechać gorzko w mroku. — Byłaś jedynie dziewczyną, którą ojciec wysłał do zamku potwora… i która nigdy nie bała się tak, jak powinna.
Ta uwaga wymalowała na jej ustach ulotny uśmieszek.  
— Boję się ciebie, Bestio — przyznała cicho, tak cicho, że sama nie była pewna, czy wypowiada te słowa. — Boję się twojego mrocznego świata… ale nie zamierzam uciec.
Teraz to ona wyciągnęła rękę i dotknęła nią miejsca, w którym policzek stwora przecinało obrzydliwe poparzenie. Czuła pod palcami szorstkie pomarszczenie, jedno z wielu piętn na skórze przeklętego króla. Uderzająca tuż przy murach błyskawica na chwilę postawiła ich zamarłe sylwetki w oślepiającym blasku.  
— Dziękuję — odpowiedział po chwili milczenia Bestia. Powoli zabrała swoją dłoń.
— Nie usłyszałam ostatniego zdania — przyznała, mrużąc z namyśleniem oczy. — Jeśli kogoś pokochasz…?
W jego oczach przemknęło jakieś niezrozumiałe uczucie, jakby przestrach, a później gniew. Odwrócił od niej twarz.
— To nie ma znaczenia!
Dalsze pytania zawisły nad nimi niczym ciężka zasłona.
Błyskawica ponownie przecięła deszczowy świat za oknem, a zaraz po niej rozległ się przeszywający grzmot. Następne chwile zmieniły się w serię zamazanych, niby skrytych za mgłą obrazów. Później Bella nie potrafiła powiedzieć, czy wydarzyły się naprawdę, czy tylko w jej wyobraźni, w chwili zapomnienia.
Bestia wyciągnął ku niej potężne dłonie i przyciągnął do siebie. Dziewczyna znów stała przed nim w samym gieźle, niemalże półnaga, zdana na jego łaskę. Tym razem jednak nie czuła strachu, tylko pulsującą fascynację.
Rozbłysk błyskawicy.
Bestia zatopił twarz w jej włosach. Czuła, jak wdycha ich zapach. Pół zwierzę węszące woń ofiary, pół kochanek pieszczący oddechem czubek jej głowy.
Kolejna błyskawica, kolejna scena w sennym mroku.
Dotykał ją, gładził po szyi i ramionach, a jego palce, choć szorstkie, zachowały delikatność. Krew w jej żyłach wrzała. I ona wtuliła się w niego, muskając ustami zimną pierś, to przeklęte ciało, zatrważającą formę nadaną przez czary. Skorupę, pod którą biło żywe serce.
I wtem te chwile zniknęły, równie prędko jak mrugnięcie powieki. Bestia łapał ją za nadgarstek.
— Chodź ze mną. Musisz coś zobaczyć.
Pociągnął ją za sobą do bocznych drzwi w wieży. Bella ledwo zdążyła odzyskać oddech i pomyśleć, jak wiele ukrytych miejsc znajduje się w tym zamku, gdy Bestia odsunął poszarpaną kotarę i otworzył drzwiczki. Weszli do środka.
Spojrzały na nich skąpane w cieniu przedmioty. Bella miała wrażenie, że powietrze tutaj jest inne. Drży, skwierczy, niczym dogorywające ognisko.
Bestia zapalił pochodnię.
To był skarbiec. Leżały tutaj skrzynie zatrzaśnięte na mosiężne zamki. Puchary w kształcie głów zwierząt i talerze z diamentami. Zwierciadło o zamglonej powierzchni.
— To jej skarby — wyszeptała Bella. Bestia mierzył wszystko ponurym wzrokiem.
— Zabrałem wszystko, co zdołałem znaleźć w jej komnatach. Z początku te przedmioty wydawały mi się bezwartościowe. Piękne, magiczne błyskotki. Trofea. Ale z czasem nauczyłem się ich używać. Puchary napełniają się trunkiem, talerze serwują posiłek, igły szyją ubrania, lustro pokazuje mi przeszłość… Dawne duchy.
Bella podeszła do zwierciadła. Wydawało się bardzo stare i ciężkie. Odbijało jej postać niewyraźne, jak we mgle. Uniosła dłoń i dziewczyna w lustrze zrobiła to samo. Wtem jednak odbicie skrystalizowało się, przybierając postać Jovity Maurice. Matka Belli przytknęła palec do ust. Jej oczy błyszczały złociście.
— To moja matka! — wykrzyknęła Bella. Bestia nie wydawał się poruszony. Spuścił lekko rogatą głowę.
— Ja również widziałem tutaj swoją.
— Czy to lustro duchów?
— Powiedziałbym, że odbić z naszego życia. Próbowałem do niej mówić wiele razy… Nigdy mnie nie słyszała.
Bella jednak słyszała głos swojej matki, który ostrzegał ją w jej snach. Miała wrażenie, że kobieta jest czymś więcej niż odbiciem. Niemal czuła jej obecność w zamku, choć to nie miało sensu.  
Spojrzała ponownie w szklaną taflę. Odbicie znów było zamglone i wierne jej ruchom. Dlaczego wyglądam jak ona? Co chcesz mi powiedzieć tak naprawdę, mamo? Czy kiedyś będzie mi dane poznać odpowiedź na to wszystko?


*

 Bestia z szelestem przewrócił następną stronę i wykrzywił swoją twarz w grymasie niezadowolenia.
— Jeszcze jeden durny wierszyk, a przysięgam, rozerwę tę książkę na strzępy!
Bella z tłumionym rozbawieniem odwróciła się od pobliskiego regału. Taki ciemnoszary i senny dzień jak ten za oknem aż prosił, by zamknąć się w bibliotece i zatopić w wyimaginowanych światach. Bella chciała móc dzielić tę przyjemność z Bestią, jednakże niełatwo było znaleźć dla niego odpowiednio interesującą książkę. W przeszłości nie zwykł zbyt wiele czytać — pewnie wraz z ojcem uważali, że to nie jest zajęcie dla młodego, pełnego siły następcy tronu. Dziewczyna jednak miała upartość we krwi i nie zamierzała się poddawać po kilku jego zirytowanych westchnięciach.
Podeszła do stolika, przy którym siedział.
— Jeśli nie potrafisz zrozumieć przekazu, nie wyżywaj się na biednej książce — poprosiła z żartobliwym błyskiem w oku. Po scenie w wieży ich przyjaźń ponownie zakwitła, choć ten kwiat mógł być trujący.
Na żółtym papierze widniały słowa twórczości poetyckiej, niekiedy trudniej do zrozumienia nawet dla samej Belli, a jednak niewątpliwie pięknej. Pomiędzy zawiłym językiem tkwiły mądre słowa odnośnie życia, przyjaźni, miłości i śmierci. Każdy poeta chciał przekazać coś od siebie, dołożyć okruch własnego doświadczenia, przelać dręczące go myśli. Gdyby Bestia choć na chwilę nad tym przysiadł, mógłby na własnej skórze poczuć magię starannie skomponowanych słów, mógłby dowiedzieć się czegoś ciekawego, istotnego, czegoś, co by do niego przemówiło.
Mógłby otworzyć serce na piękno.
Ale oczywiście potrzebował na to czasu.
Jak oni obydwoje.
— Widocznie nie jestem tak oświecony jak ty, dziewczyno z nowego wieku — zadrwił pan zamku. Bella spiorunowała go wzrokiem i z udawaną obrazą zabrała mu sprzed nosa przesiąkniętą poezją książkę. Po odłożeniu jej na miejsce, zaczęła błądzić opuszkami palców po grzbietach innych starych woluminów. Czuła na sobie spojrzenie towarzysza. Za oknem sypał gęsty śnieg, pogrążający zamek pod chłodną pierzyną.
— W twoim mieście… — zagadnął naraz Bestia — ludzie lubią czytać tak jak ty?
Uśmiechnęła się kwaśno pod nosem, nie przerywając szukania.
— Ludzie w moim mieście mają inne ambicje niż książki. A jeśli kobieta czyta, to niemal obraza. — Usiłowała nie skrzywić się przy wspomnieniach o domu. — Mój ojciec był zdania, że w ten sposób nabijam sobie głowę bzdurami. Nikt nigdy nie rozumiał, że dzięki czytaniu czuję się bogatsza.
— Cóż, ja muszę wierzyć ci na słowo.
— O nie, tak łatwo się nie wywiniesz. — Wyciągnęła z regału średniej grubości lekturę w ciemnozielonej oprawie i usiadła przy stoliku, naprzeciwko swojego gospodarza. Jej oczy błyszczały tajemniczo. — Zauważyłam tę książkę już wcześniej i sądzę, że może się okazać ciekawa dla nas obydwojga. Akcja toczy się w zamku, zupełnie takim jak ten.
Bestia przymrużył podejrzliwie oczy, po czym uśmiechnął się lekko, jakby nagle znalazł chytre wyjście z sytuacji.
— Przeczytasz ją dla mnie?
Założyła kosmyk włosów za ucho.
— Cóż, zdarzało się już, że czytałam na głos książkę, by umilić czas towarzystwu. Większość w ogóle mnie nie słuchała, ale zainteresowani twierdzili, że mam dobrą dykcję i potrafię się wczuć w mówione słowa.  
— Przekonajmy się.
Obydwoje nachyli się nad otwartą książką — byli tak blisko, że jego rogi omal nie dotykały czubka jej głowy. Bella wzięła oddech i zaczęła czytać. Kątem oka widziała, że Bestia wcale się nie wierci ani nie wgapia w okno, tylko słucha jej uważnie, z coraz większym zaciekawieniem malującym się na twarzy, łaknąc dalszej części historii, pragnąc, by jej głos nigdy nie umilkł. Takie zachowanie napełniało dziewczynę przyjemnym ciepłem. Nie pierwszy raz otrzymała od niego zrozumienie, którego zabrakło u innych.
Kiedyś Bestia był głodny namiętności i bogactw. Teraz pożądał słów. Słów nadziei i przebaczenia, które ona mu dawała.
Starała się nie przerywać, tylko od czasu do czasu unosiła wzrok znad stronnic, by upewnić się, czy w oczach towarzysza odnajdzie to samo przejęcie co u siebie. Spojrzenie Bestii zdecydowanie wyrażało coś pozytywnego, chociaż chwilami miała wrażenie, że jest nieobecne, jakby jego właściciel był tak bardzo zasłuchany. Nie przeszkadzało jej to; czytała dalej.
A świat poza ramami biblioteki na chwilę przestał istnieć. 


*

Cały ogród przykrywał błyszczący całun śniegu. Brzydkie, zeschnięte krzewy róż zmieniły się w lodowe czapy, nagie drzewa przywdziały aksamitne szale, a odziane w skórzane obuwie stopy dziewczyny przy każdym kroku zatapiały się miękko w warstwie puchu. Ostatnia śnieżyca nadała temu miejscu białego czaru i Bella miała wrażenie, że zawędrowała do ilustracji z Lodowego Księcia. Na jedną niezwykłą chwilę zamek wydawał się tworem z baśni, o którym zawsze marzyła.
Jej policzki siekał mróz, ale wiedziała, że wyszła na dwór na własne życzenie. Potrzebowała zaczerpnąć świeżego powietrza. Wśród białego pustkowia myśli przychodziły łatwiej.  
Zatrzymała się pod drzewem o grubym konarze i ośnieżonych gałęziach tworzących nad jej głową coś na kształt puszystego klosza. Po raz pierwszy od dawna na dłużej wróciła myślami do domu w Porcie Nadziei, do oszalałego ojca, głupiutkich sióstr i awanturniczego Gastona. Była ciekawa, czy u nich zima również wygląda tak pięknie, czy jeszcze w ogóle mogą się cieszyć urokami natury, czy też ich głowy zajmują tylko kwestie pieniężne. Ich postacie i problemy wydawały się teraz tak odległe… Zaczęła się zastanawiać, czy jeszcze kiedykolwiek ujrzy ich twarze.
Chciałaby. Mimo tego, że nigdy nie byli pełną ciepła rodziną, mimo tego, że Bella nieraz miała ochotę wykrzyczeć im prosto w oczy cały swój żal, a potem uciec gdzieś hen daleko, teraz odczuwała pewną tęsknotę i sentyment.
Ale czy jestem tu nieszczęśliwa? Czy naprawdę jestem?
 Tego nie mogła już powiedzieć. Nie była jedynie więźniem, ofiarą potwora. W pewien sposób to właśnie w tym miejscu odżyła, a Bestia… z każdym dniem stawał się jej coraz bliższy, aż czasem przed zaśnięciem myślała nawet, że…
Bella podskoczyła, kiedy z drzewa nieopodal zerwała się chmara czarnych, kraczących kruków i odleciała w stronę nieba. Kruki. To jedyne ptaki, które tu widziała. Raz wydawało jej się, że słyszy śpiew skowronków, ale nigdzie się ich nie dopatrzyła. A szkoda, bo ptasi trel kojarzył jej się z domem, z wiosennym porankiem, z jakąś radością. A tej ostatniej zamkowi zdecydowanie brakowało.
Dziewczyna odetchnęła głębiej w towarzystwie obłoczka pary wylatującego z ust, a potem zapatrzyła się w zimowe niebo, bezkresne i tajemnicze niczym sam czas. Dnie bywały krótkie, co wieczór słońce szybciej znikało za górami.
Usłyszała ciężkie kroki na śniegu. Pomiędzy przykrytymi puchem krzewami oraz drzewami szedł Bestia; jego obleczona futrzanym płaszczem sylwetka wyraźnie odcinała się na tle bieli otoczenia. I z jego ust wydobywały się obłoczki oddechu.
Bella nie miała mu za złe, że zakłócił jej samotnię. Podczas ostatnich dni ich ścieżki często się krzyżowały — to była niemalże tradycja, że pan zamku poruszał się niczym cień dziewczyny. Jednakże jego obecność już jej nie niepokoiła, przynajmniej nie w oczywisty sposób.
— Ten rok się kończy — zauważyła Bella z zamyśleniem, kiedy towarzysz podszedł bliżej i schylił się, aby jego rogi nie zawadziły o oblodzoną gałąź.
— Powinno mnie to obchodzić?  
— Wybicie nowego roku to ważna chwila, obietnica zmian i czegoś nowego.
— Wiesz, co by było nowe w tym zamku? — Coś w jego oczach zajaśniało. — Bal.
Bella przełknęła zaskoczenie.
— Mam się czuć zaproszona?
Bestia zaśmiał się gardłowo, a dziewczyna mogła jedynie zgadywać, co dla niej przygotuje. 

*

Bella widziała w lustrze piękną.  
Jasnozłota suknia, którą uszyły sekretne czary ze skarbca czarownicy, potrafiła podkreślić jej największe walory. Materiał był piękny i delikatny, przypominał płomyk świecy opadający na ciało. Łagodne pofałdowania sprawiały, że suknia zdawała się żyć, oddychać wraz z tchnieniami właścicielki. Warstwy białych falbanek pod spodem wylewały się przy bardziej zamaszystym kroku niczym piana morska, a aksamitne ramiączka obnażały jasną skórę. Do tego Bella miała na rękach złote rękawiczki, a na stopach błyszczące pantofelki. Ciemnobrązowe włosy upięła elegancki kok, z którego pozostawione luzem kosmyki spływały pofalowaną kaskadą na jedno z jej ramion. Piwny kolor jej oczu pasował do tonacji sukienki.
Była piękna, tak jak zakładało jej imię. Gdyby tylko matka mogła mnie teraz zobaczyć… A może mogła?
Bella w ulotnej chwili pomyślała również o swojej siostrze Margot, o jej perłowej sukience skrojonej jak wiele innych na wystawach sklepowych i o jej jasnych rękawiczkach. Teraz złoto młodszej dziewczyny mogłoby przyćmić biel starszej.
Później przyszło jej do głowy, że w takiej kreacji już żaden z dżentelmenów na spotkaniu towarzyskim nie ominąłby jej wzrokiem.
A czy to ma teraz jakieś znaczenie?
Nie potrzebowała ich atencji, tak samo jak nie musiała już dorównywać urodą starszej siostrze. W zamku Bestii mogła być sobą. Wierzyła, że zaklęty król traktowałby ją w podobny sposób, nawet jeśli dziś zeszłaby na dół w podartych łachmanach.
Chciała jednak skorzystać z jego daru. Za kilka godzin stary rok miał odejść w zapomnienie, a nowy rozpocząć się z obietnicą lepszego jutra — to była wyjątkowa okazja, może jeszcze bardziej wyjątkowa, niż obydwoje mogliby przypuszczać.
Bella spojrzała na okno, za którym już dawno zapadła ciężka zasłona zmroku, a pojedyncze gwiazdy wychylały się zza chmur i mrugały tajemniczo bladym światłem. Rok temu o tej porze dziewczyna również stała przy oknie, z książką w ręku i jakąś tęsknotą tlącą się w sercu. Pragnęła czegoś więcej, a nie sądziła, że nadchodzący rok przyniesie jej życiu szczególne zmiany. W dalszym ciągu będzie najmłodszą córką kupca, niezrozumianą i nieznośną w oczach innych.
A jednak zmieniło się wszystko.
Dziewczyna delikatnym ruchem ręki dokonała ostatnich poprawek fryzury, a potem przygasiła ogień w kominku i powolnym krokiem opuściła swoją komnatę. Dziś zamek świecił jaśniej niż kiedykolwiek. Na każdym korytarzu płonęły pochodnie, rzucające na kamienne posadzki pomarańczowe smugi i uwydatniające rysy mijanych po drodze posągów. Można by pomyśleć, że wreszcie wykwitła tu nadzieja.
Bestia wybrał na miejsce ich spotkania wielką salę, w której pierwszy raz się spotkali, a później, w której dziewczyna zdołała swoją opowieścią wzbudzić w panu zamku trzy wymagane uczucia. Bella nie miała wątpliwości, że w tym miejscu kryje się jakaś niewypowiedziana, nienazwana magia.
Bestia czekał na nią przed drzwiami, jakby na moment zmienił się znów w młodzieńca, szarmancko witającego gości przed balem. Wyglądał dziś inaczej — mniej dziko. Długie, rdzawe włosy związał w luźny kucyk, a na ramiona przywdział ciemnoniebieski frak zdobiony złotymi nićmi. Materiał ledwo opinał jego potężną klatkę piersiową, a jednak Bella na jedno uderzenie serca była zdolna dostrzec rzucany przez niego cień człowieka.
Pan zamku ją zauważył. Stał chwilę niczym zaklęty posąg, spijając blask bijący z postaci dziewczyny, jakby pragnął, by jakaś jego cząstka spłynęła również i na niego. Bella poczuła, że jej policzki ogarnia ciepło.
— No proszę — wyszeptał.
— Sprawisz mi przyjemność jakimś komplementem? — spytała z wyzywającym uśmieszkiem.
— Panno Maurice… — Skłonił głowę z przesadną czcią. — Pragnę zauważyć, że świecisz dziś niczym gwiazda.  
Dziewczyna nigdy nie była szczególnie wstydliwa, ale to pochlebstwo ją poruszyło. Ulotna myśl, że mogłaby być dla niego klejnotem na niebie… sprawiał, że coś w jej sercu się budziło, coś na kształt dziesiątek syczących płomyczków.
— To dzięki twoim czarom.
— Czary… — Na ten moment wydawał się zły, rozżalony, jakby teraz wyraźniej niż wcześniej odczuł swoją brzydotę. — Okruchy, które mi pozostały. Nigdy już nie będę wyglądał jak książę z bajki.
Jesteś pewien?
— Nawet jeśli, prezentujesz się nader… dostojnie. Powinieneś częściej przywdziewać frak.
Dał się porwać jej pogodnemu humorowi.
— A zatem skoro wyglądam przyzwoicie, czy mogę zaprosić cię na uroczystą kolację?
Wyciągnął ku niej ogromną rękę obleczoną w ciemnozłotą rękawicę. Przyjęła ją, delikatnie kładąc swoje palce na jego otwartej dłoni. Ich skóra pozostawała oddzielona materiałem. Zaraz potem Bestia udowodnił, że zachował cień dawnej szarmanckości i wprowadził dziewczynę do środka niczym prawdziwą damę.
A tam Bella poczuła, że jej oczy rozszerzają się z zachwytu. 

*

Witam, kochani, wreszcie nowy rozdział :D Cieszę się, że wciąż jeszcze mam czytelników <3
Jego treść pasuje do obchodzonych niedawno Walentynek. 
Przyznam, że dużą przyjemność sprawiło mi opisanie kanonicznej sukni Belli ^^

6 komentarzy:

  1. Ahh, w końcu bal! Żałuję tylko, że w tym momencie przerwałaś, liczę, że kolejny rozdział pojawi się w najbliższym czasie, bo nie ukrywam jestem ciekawa, jak to wszystko się dalej potoczy.
    Bella jest naprawdę zafascynowana Bestią, kto wie, czy już nie czuje do niego... czegoś więcej ;)).
    Bardzo ładne i barwne opisy, zwłaszcza podoba mi się ten dotyczący opisu sukni Belli, aż zaskakujące z jaką precyzją, a jednocześnie bez zbędnych słów, opisałaś jej strój!
    Pozdrawiam serdecznie,
    Charlotte

    wschod-slonca-dramione.blosgpot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, kochana, miło mi Cię tutaj widzieć <3 Dziękuję za miłe słowa, zarówno pod tym, jak i poprzednim rozdziałem ^^
      Nowy rozdział postaram się dodać szybko, bo aż szkoda przeciągać tę niepewność :P
      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  2. Ach, ta magia... Czyż istnieje coś piękniejszego? Dopiero po tym rozdziale dotarło do mojej świadomości, jak sprytnie, to wymyśliłaś. Bella wnuczką pięknej wróżki, która rzuciła klątwę, No,szacunek, tego się nie spodziewałam. Te cienie w lustrze. Czyżbyś czerpała inspirację z Rowling? Zwierciadło Ain Eingarp? Tych dwoje coraz bardziej nawiązuje porozumienie. Tylko pewnie niebawem ujrzymy Gastona, a wtedy, aż czuję dreszcze na myśl, co może zrobić oszalały z niepokoju młodzieniec. Może lepiej powiedzieć desperat. Jeśli zabił starą Trit jest zdolny do przemocy, a to z kolei powoduje dziwną konkluzję. Czy w takim układzie nie przypomina trochę Bestii? Owszem może i tamten ma więcej na sumieniu, lecz jeden zły czyn wystarczy, aby stać się pozbawionym jakieś ważnej cząstki duszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Twój komentarz jest jak zwykle nieoceniony <3
      Tak, wreszcie odkryłam przed Wami tę tajemnicę. Myślę, że takiego rozwiązania jeszcze nie było :D
      Tak szczerze też mi się ta scena skojarzyła z tym zwierciadłem, chociaż nie chciałam, aby to była zbyt mocna inspiracja. Tutaj nasi bohaterzy bardziej widzą przeszłość. Jak to Bestia określił: odbicia z ich życia, dręczące duchy.
      Do Gastona wrócimy oczywiście. Mogę powiedzieć, że zagłębimy się bardziej w jego mroczniejącą psychikę. Nie ukrywam, że zależało mi na tym, aby ukazać nieco podobieństwa Bestii i Gastona. Jak łatwo można się zatracić w okrucieństwie.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Dotarliśmy do balu. Złota suknia, brązowy kok i Bestia w galowym fraku. Zupełnie jakbym widziała film czy bajkę. Ale co dalej? Ciekawi mnie to opowiadanie, bo nie trzymasz się sztywno fabuły, którą znam od czasów dzieciństwa. Czekam niecierpliwie.
    Pozdrawiam, Lena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie <3
      Tutaj dałam upust swojemu zachwytowi z dzieciństwa, ale oczywiście sporo wątków starałam się przedstawić inaczej i też nieco inaczej je zakończę.
      Cieszę się, że jeszcze jesteś ze mną i pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń