niedziela, 18 września 2016

[I] Dziewczyna z książką


Dziś w ich domu miało dojść do zaręczyn.
Oczywiście nikt nie powiedział tego na głos, ale Bella już od kilku dni dostrzegała obiecujące znaki. Ojciec kazał służbie wysprzątać rezydencję na błysk, powiesić w oknach najlepsze zasłony oraz wyjąć do kolacji najdelikatniejszą zastawę. Ponadto kupił Margot — swej najstarszej córce — nową, piękną suknię pod kolor pereł, które dziewczyna z pewnością założy na wieczorne przyjęcie.  
Sama Margot od rana wydawała się wyjątkowo ożywiona. Jej niebieskie oczy lśniły, a jasne włosy poruszały się wdzięcznie, ilekroć potrząsała głową przy radosnym szczebiotaniu. Jej o dwa lata młodsza siostra, Brigietta, spoglądała na nią z nieskrywanym podziwem. Zachwycona dziewczyna ukradkiem poprawiała swój srebrny naszyjnik, jakby miał on moc odwrócenia losu i uczynienia ją tak szczęśliwą jak Margot.
Bella nie podzielała tego rosnącego podniecenia. W ostatecznym rozrachunku współczuła siostrze nadchodzącego wyślizgnięcia się spod bezpiecznych skrzydeł rodzinnej posiadłości i dzielenia życia z napuszonym wielmożą. Jednakże gdyby rzuciła jej to w twarz, Margot uniosłaby wyniośle brwi i cmoknęła z poirytowaniem. „Moja biedna, mała siostrzyczka” — rzekłaby, jak to miała w zwyczaju. „Na ciebie też kiedyś przyjdzie czas, a wówczas zobaczysz, że w mig zamkniesz te swoje książki i rzucisz się w ramiona czarującego dżentelmena”. Brigietta zaś by temu przyklasnęła, bo choć miała jedynie dziewiętnaście lat, czyli tylko o rok więcej niż Bella, uważała się za lepszą i wzbogaconą o kufer życiowych doświadczeń. Kiedyś najmłodsza z córek mogłaby się nawet rozpłakać na taki lekceważący stosunek do siebie, ale teraz, kiedy była już właściwie dorosła, po prostu wiedziała, że musi dać sobie spokój. Już dawno nauczyła się, że ona i jej siostry różnią się od siebie jak piasek i woda.
Popołudniem cała rezydencja drżała od przygotowań — ojciec ustalał kolejność dań, Margot i Brigietta przystrajały się w klejnoty, służba dokonywała ostatnich poprawek… Tylko Bella jak zwykle wymknęła się na balkon. W rękach trzymała kolejną książkę, którą wygrzebała z domowej biblioteczki. Usiadła wygodnie na swoim białym, wymoszczonym krześle. Tutaj miała ceniony przez siebie spokój i widok na miasto.
Zza marmurowej balustrady rozciągał się obraz, który zapierał dech w piersiach. Zwłaszcza o tej porze, kiedy słońce kładło się delikatnie na linii horyzontu i oświetlało wszystko oranżowo-złotym blaskiem. Wytworne ulice oraz cuchnące zaułki, sklepy dla zamożnych oraz liche bazarki —  wszystkie zakamarki i ścieżki żłobiące grunt Portu Nadziei. Ach, rozkoszne było to uczucie, widzieć, jak mrowie snujących się w dole ludzi zamiera w żarzącej się łunie zachodu, jak zarysy budynków na chwilę miękną niczym na płótnie obrazu, a miasto wydaje z siebie głębokie westchnięcie po kolejnym przepracowanym dniu.  
Oczy Belli sunęły jednak dalej, ku ciemnoniebieskiemu, rozkołysanemu pasowi wody, który oblewał miasto od zachodu — dzikość morza naprzeciwko rozwijającej się cywilizacji. Czasem dziewczyna żałowała, że nie żyje na wsi, gdzie ich dworek tonąłby w zieleni łąk, a wszystko spowijał sielski spokój… Jednakże w takich momentach jak ten cieszyła się, że może stać właśnie tutaj i obserwować, jak daleko sięga świat. Morze zawsze przypominało jej o wolności, o fakcie, że poza tym miastem istnieją jeszcze inne, nieznane, niezgłębione miejsca… I ona pewnego dnia je odwiedzi. Nie dbała o zdanie ojca. Wsiądzie na pokład statku i odpłynie daleko stąd, stawiając czoła przygodzie. Wyobrażała sobie, że tam pozna jakiegoś mężczyznę, być może artystę o łagodnym spojrzeniu i żarliwej duszy. Kogoś, kto będzie patrzył dalej, podzieli jej miłość do książek i dostrzeże w niej kogoś więcej niż…
Nagle spoglądanie w dal stało się zbyt frustrujące. Bella odwróciła głowę i otworzyła książkę — jedyną rozrywkę, jaką tutaj kochała. Jeśli przedmowa jej nie myliła, miała teraz do czynienia z historią biednej dziewczyny z ubogiej dzielnicy, której talent do żartów sprawia, że dociera do salonów samego króla i staje się cenionym przez niego komikiem. Bella nie mogła doczekać się, kiedy przeczyta o tym, w jaki sposób bohaterce udało się zajść tak daleko, skąd czerpała siłę, czy nie obawiała się, że jej status społeczny zniesmaczy władcę… To były prowokujące, nieprzyzwoite myśli, za które ojciec byłby gotów zakazać jej pojawienia się na przyjęciu. Dziewczyna nie potrafiła się jednak powstrzymać — jej głowę często zajmowały losy silnych kobiet, prawdziwych czy fikcyjnych; bohaterek, które były na tyle odważne, że wywalczyły swoją pozycję w świecie mężczyzn.  
Bellę bardzo ciekawiła ta kwestia, gdyż sama dorastała w świadomości dominacji płci przeciwnej. To ojciec miał zawsze ostatnie zdanie, to jej brat od dzieciństwa dostawał wszystko, czego sobie zapragnął, wreszcie to wielmoża Leroy zadecyduje, czy tego wieczora włoży Margot na palec pierścionek zaręczynowy, czy też złamie jej łatwowierne serce. To niesprawiedliwe — musiała przyznać Bella, miała jednak dość rozwagi, by nie mówić tego na głos. Trochę jej jeszcze brakowało do książkowych wzorów… A siostry i tak często mówiły, że nie zachowuje się jak przystoi damie, że zadziera nosa i woli oprawione w gładkie okładki powieści od żaru męskich spojrzeń… Nic nie rozumieją.
— Bella, co ty tu jeszcze robisz?
U progu balkonu stanęła Margot w swej nowej, perłowej sukni spiętej pod biustem jasnoszarym pasem. Na rękach miała eleganckie, śnieżnobiałe rękawiczki z miękkiej skóry, a wokół szyi połyskujące perły. Włosy upięła kwiatową klamrą, a na policzki nałożyła jeszcze więcej różu niż zazwyczaj, co wyglądało, jakby cały czas była uroczo zarumieniona.  
Jest piękna — musiała pomyśleć Bella. Choć to ją matka nazwała tym mianem, każdy by chyba przyznał, że urodą nie dorównywała swojej najstarszej siostrze, a może i obydwu starszym siostrom. Nie miała ich okraszonych długimi rzęsami oczu oraz pełnych ust stworzonych do głoszenia miłych słówek… Jej twarz była okrągła i jeszcze muśnięta dziecięcą delikatnością; duże, piwne oczy niemądrze zamyślone, a ciemnobrązowe włosy, choć długie i puszyste, niesprecyzowane kolorystycznie… „Nic wielkiego” — jak zwykły mawiać Margot i Brigietta, po czym wracały do swoich świecidełek.
Bella uśmiechnęła się kącikami ust. To był uśmiech, który spuszczał zasłonę na jej uczucia. Ludzie dopatrywali się w nim najróżniejszych rzeczy.
— Pan Leroy musiałby być ślepcem, gdyby ci się dziś nie oświadczył.
— Słucham? Ty coś wiesz…?! — rozemocjonowała się Margot, szybko jednak zdołała przywołać na twarz maskę spokoju. Odchrząknęła i zetknęła ze sobą czubki urękawicznionych palców. — To znaczy, myślisz, że to możliwe, by mnie pokochał?
By pokochał nasze pieniądze — tak. Bella przyjrzała się siostrze chłodnym, oceniającym wzrokiem. Przez lata spędzone wśród chichotów i próżności wyrobiła w sobie pewien sceptycyzm. Nie jesteś też specjalnie wymagająca, wpasowujesz się w krój żony. Wystarczy, by prawił ci komplementy i kupował drogie podarki, a wasze małżeństwo będzie toczyło się bez smutku. Bella jednak zachowała ten osąd dla siebie i tylko poruszyła się niespokojnie na białym krześle.
— Czas pokaże.
Ta odpowiedź chyba nie przypadła Margot do gustu. Wydęła swoje pełne wargi.
— A ty co tutaj tak siedzisz? Nie powinnaś być w swoim pokoju, czesać włosów, dobierać klejnotów…?
— Wiesz, że nigdy specjalnie się nie stroję. Na przyjęcie pójdę tak — odparła spokojnie Bella. Potem wstała i okręciła się demonstracyjnie, by fałdy jej błękitnej sukienki zafalowały delikatnie na wietrze. Strój ten zaliczał się raczej do prostych, ale spełniał wymagania elegancji panującej na tego typu przyjęciach. Dziewczyna nie widziała powodu, aby się stroić dla towarzystwa, które i tak tego nie doceni.
Margot westchnęła, z lekka poirytowana.
— Mogłam się domyślić, że nawet na mój ślub nie przywdziejesz czegoś odpowiednio ładnego… Lepiej już chodź, goście będą lada moment — zapowiedziała ważnym tonem i zamierzała wejść do zacienionego wnętrza, wcześniej jednak jeszcze raz się obróciła. Zmarszczyła groźnie brwi. — I odłóż tę przeklętą książkę! Niech Leroy nie widzi, jakie banialuki wpajasz sobie do głowy!
Bella chętnie odłożyłaby powieść, gdyby wcześniej mogła trzepnąć nią siostrę w jej pustką główkę. To by jej pomogło. Dość. Była już za duża, aby przejmować się takimi przytykami. Tak więc tylko bez słowa skinęła głową i wsunęła książkę na swoje miejsce na regale. Obiecała sobie w duchu, że po nią wróci.  

*

Na dole zebrała się już cała rodzina, której przewodził Hugo Maurice. Był to mężczyzna zbliżający się do lat sześćdziesięciu, o włosach gęstych i białych jak śnieg i równo przystrzyżonej brodzie godnej dżentelmena. Choć miał swoje lata, trzymał dumną postawę. Jego ciało okrywał dziś ciemnoczerwony frak z drogiego materiału, na ustach zaś gościł pełen zadowolenia uśmieszek. Wyglądał jak ucieleśnienie szanowanego pana domu. Bella wiedziała, że dla ojca zawsze liczył się dobry interes, a wydanie najstarszej córki za bogatego człowieka do takich niewątpliwie się zaliczał.
— Margot, najdroższa, usiądź na kanapie — poprosił mężczyzna czułym głosem. Gestem poplamionej starczością dłoni pokierował córkę. Kobieta usadowiła się wygodnie na obitym szmaragdowym materiałem siedzisku. Zapewne już wyobrażała sobie, jak to będzie, kiedy dołączy do niej pan Leroy.
— Brigietto, ty za fortepianem — komenderował dalej ojciec, a odziana w pąsową kreację dziewczyna prędko wykonała polecenie. Uśmiechała się przy tym pod nosem, ponieważ będzie miała okazję umilić czas towarzystwu swoją grą.  
Bella spojrzała ukradkiem na swojego brata, Gastona. Był to dwudziestopięcioletni młodzieniec o niebieskich, dumnych oczach, pociągłej twarzy i włosach w brzydkim, brudno-ciemnym kolorze. Nigdy nie lubił ich wiązać na elegancką modłę. On również nie ekscytował się tym przyjęciem. Mówiąc szczerze, zjawił się tutaj tylko po to, żeby skorzystać z okazji wypicia kilku kieliszków najlepszego ojcowskiego wina.
— Ładnie wyglądasz, siostrzyczko — szepnął do Belli z leciutkim uśmieszkiem na wilgotnawych ustach. On jeden z całej rodziny tak swobodnie prawił jej komplementy. Ponieważ nie należał do osób wyjątkowo wrażliwych czy uprzejmych, Bella początkowo brała to za przejaw kpiny, po pewnym czasie jednak doszła do wniosku, że jej brat mówi szczerze. W pewnym sensie ich uroda była podobna — nieoczywista.  
— Zachowaj te komplementy dla mających przybyć tutaj dam — odmruknęła żartobliwie, wiedząc, że ta uwaga wymaluje na twarzy brata rozdrażnienie.  
— Głupie, głośne babska… Gdybym zamierzał pozostać cały wieczór trzeźwy, pękłaby mi głowa od tego ich szczebiotania.
Bella nie pochwała picia na umór, ale musiała przyznać, że czasem to jedyna droga, by uciec od jazgotu próżnego towarzystwa. Jedyna, jeśli nie ma się pod ręką dobrej książki…
— Bello, ty usiądziesz na tamtym krześle — rzekł w końcu ojciec do swej najmłodszej córki. Dziewczynie nie umknęło uwadze, że jego oczy spoglądają na nią z cieniem obawy, jakby była szklaną figurką, która w każdej chwili może się roztłuc i zranić gości. Ta świadomość nie była przyjemna.
Dziewczyna nie dała jednak po sobie niczego poznać i po prostu usiadła na wyznaczonym krześle. Siedzisko również było szmaragdowe, komponujące się z dębowymi stoliczkami i jasnozielonymi ścianami salonu. Przytwierdzone do tych ostatnich świeczniki płonęły tanecznymi płomyczkami, kąpiąc pomieszczenie w żółtawej, drżącej delikatnie poświacie. 
Gaston stanął w progu salonu, gotowy podać dłoń wkraczającym do posiadłości gościom. Bella wiedziała, że nie uważał tego zajęcia za szczególnie przyjemne, aczkolwiek nie narzekał, bo lubił skupiać na sobie uwagę i spijać pozdrowienia z ust przybyłych.
Niebawem dało się słyszeć gwar wzniecający się w holu rezydencji. Bella już czuła, że za kilka chwil ich dom stanie się areną szeptów, śmiechów i intryg.


 *


    Cieszę się z odzewu pod prologiem i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną :D
Początkowe rozdziały będą się toczyły w posiadłości Maurice'ów, aby lepiej przybliżyć ich rodzinę, jednakże nie bójcie się. Na Bestię też przyjdzie pora ;)

23 komentarze:

  1. To już moje trzecie podejść bo zły internet zjadł poprzednie dwa, więc jeśli teraz się nie uda to zacznę krzyczeć.
    Więc: W sumie w rozdziale nie ma żadnej akcji, praktycznie nic się nie dzieje, ale poznajemy bohaterów. A to jest istotne. To fajnie że dałaś taki rozdział na wejście, taki spokojny początek żeby zaznajomić się ze światem i lepiej poznać bohaterów, ich sposób myślenia, nawyki.
    Swoją drogą to takie... Inne na plus (inne w sensie od oryginału i znanych wersji), że Bella nie jest ukochaną córeczką tatusia. Postać zyskuje na wiarygodności, bo choć jest mądra, to nie jest wybitnie piękna ani uwielbiana przez rodzinę. Podoba mi się też to, że ma brata. Z jakiegoś powodu już go polubiłam :D Ma w sobie "to coś. (Tak bet nie mogę się doczekać tego przyjęcia, z jakiegoś powodu wydaje mi się że do zaręczyny nie dojdzie, albo przynajmniej nie tak jak możnaby się tego spodziewać) zastanawiam się też czy polubię Bestię choć w połowie tak, jak Helenę (#TeamKrólowaZCzerwonychKrain <3 ) I tak na zakończenie: mam wrażenie że wlazłaś do mojego mózgu i namalowałaś w nim, ulotnymi jak cień farbami wszystkie miejsca, postacie i sceny które opisałaś. I to jest... Niesamowite. Po prostu nieziemskie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, tym razem się udało :)
      Dziękuję, cieszę się, że choć akcja na razie stoi, jesteś zadowolona. W Śnieżce od razu zaczęłam od jej ucieczki, tutaj natomiast chciałam zrobić wszystko na spokojnie, chronologicznie :)
      Chciałam gdzieś umieścić Gastona i mogę Cię zapewnić, że nie będzie tylko postacią trzecioplanową :D
      Jeśli chodzi o przyjęcie to przybierze one troszkę nieoczekiwany obrót.
      Hmm, co do Bestii to oczywiście też jestem ciekawa, jak na niego zareagujecie. Niełatwo jest wykreować potwora xD
      I jeszcze raz Ci dziękuję! ^^

      Usuń
  2. zybywam, żeby wypełnić obowiązek skrupulatnej Czytelniczki Zresztą czynie to z ogromną przyjemnością, szacowna Marzycielko. Naprawdę jesteś kimś, kto potrafi hipnotyzować. Właściwie poza twoimi baśniami niczego nie czytam. Moja znajoma, która zajmowała się tematyką kryminalną ma chwilowo ważniejsze sprawy do załatwienia tak bywa, iż niekiedy musimy odłożyć coś na później. Dlatego ucieszyłam się na wieści o możliwości poznania kolejnych sekretów baśni. Tak zdobyłaś moje serce, czy raczej zrobiła to Bella. Na pewno byśmy się dogadały Ona uwielbia książki, więc połączyłaby nas choćby wspólnota zainteresowań. Uhm, zaręczyny Margot ukazałaś bardzo plastycznie. Widziałam całą gamę barw, oprócz tego odbierałam pozostałe bodźce równie intensywnie. Cóż, pierwsza córka zapewne wyjdzie za mąż, a jej siostra za jakiś czas zostanie wplątana w poważną próbę dla charakteru. Już teraz wiem, iż wyjdzie z niej zwycięsko. Wszak klątwa Cornell ma pewnie jakiś dopisuj drobnym maczkiem, bo Bestia nie umarła w pierwowzorze, toteż jest nadzieja na happy end. Cudnie, wciąż pozostaję w zachwycie.
    PS. Bardo Cię przepraszam, ale musiałam zrobić poprawki i dodać komentarz jeszcze raz, gdyż korzystam z tablet. Złośliwość rzeczy martwych, gdyż Margot oczywiście nie jest mężatką, co omyłkowo stwierdziłam. Zapraszam przy okazji na mojego fan page, gdzie umieszczę zarys fabuły planowanej opowiastki o Zezè... Ukłony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, ogromnie mi miło, że tak wyróżniasz moje baśnie :D Dziękuję :)
      Ja osobiście też troszkę uosabiam się z Bellą :) I faktycznie, dziewczyna nie przeczuwa, jaka przygoda za niedługo ją czeka.
      Nic się nie stało, rozumiem :)
      I wejdę tam :)

      Usuń
  3. kochana Marzycielko!
    Znam Ciebie chyba od początku Twojej twórczości.
    Czytałam niemal wszystkie opowiadania prócz jednego.
    Przygoda Śnieżki jakoś do mnie nie przemówiła i wciąż mnie zadziwia jak bardzo zmienił się Twój styl.
    Te opowiadanie o Belli chyba pobiło rekord wszystkiego co napisałaś do tej pory.
    Przyznam szczerze, że całkowicie mnie zaskoczyłaś. Ta historia to coś nowego. Wprowadza mnie w inny, wspaniały świat, który znam a zarazem jest całkowicie inny.
    Nie sądziłam, że tak cudownie można opisać całą niesamowitość opowieści.
    Naprawdę kompletnie mnie zaskoczyłaś. Bella mająca pełną rodzinę i siostrę.
    W dodatku najbardziej znienawidzona przeze mnie postać Gaston (och wciąż pamiętam moment w którym w bajce próbował zabić Bestię).
    Będę wiernie śledzić to opowiadanie gdyż wiem, że jest ono dla mnie jakby stworzone.
    poruszyłaś moje uśpione serce i sprawiłaś że powróciłam do świata dzieciństwa.
    Wspaniałe uczucie które jest nie do opisania.
    Dziękuje kochana Marzycielko i z pewnością będę tu zaglądać.
    Pozdrawiam i życzę weny.

    [pokochać-lotra]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, witaj Sereno! :)
      Wiem, że jesteś ze mną bardzo długo i cieszę się, że znowu się widzimy. Nawiasem mówiąc widziałam, że zaczęłaś nowe opowiadanie Dramione i już od dawna zamierzałam je przeczytać w wolnej chwili :)
      I dziękuję Ci ślicznie za wszystkie miłe słowa :D
      Ta historia także jest dla mnie ważna. Pisząc ją, odżywały we mnie wspomnienia z dzieciństwa, nawet te najbardziej uśpione. Dlatego cieszę się, że teraz mogę się nią z wami podzielić ;)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  4. Witaj, Marzycielko! :*
    W pierw chcę przeprosić, że dopiero teraz komentuje, ale obecnie nie ma tyle czasu na blogowanie, ile bym chciała, a jeszcze musiałam nadrobić u mojej czytelniczki zaległe rozdziały. Dlatego zjawiam się dopiero teraz.
    I bardzo, ale to bardzo cieszę się, że postawiłaś tym razem na "Piękną i Bestię". To moja ulubiona bajka, a nawet powiem, że kiedyś na facebookowym teście wyszło mi, że jestem dysneyową Bellą^^ hehe;p
    I w zasadzie czytając owy rozdział, odniosłam wrażenie, że mam z Bellą bardzo wiele wspólnego. Cicha, spokojna, nie zważa zbyt mocno na modę, no i kocha książki! - No wypisz wymaluj cała ja! :)

    Wybacz jeśli komentarz jest taki nie słaby, obiecuję następnym razem nieco bardziej się postarać :)

    Pozdrawiam serdecznie :*
    http://written-heart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj!
      Nic się nie stało, kochana :*
      Haha to świetnie się składa, to dla mnie także najukochańsza bajka :)
      Nie masz za co przepraszać, dziękuję Ci ślicznie :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Witaj Marzycielko. Nareszcie jestem.
    Po pierwsze, bardzo się cieszę, że po zakończeniu historii Śnieżki postanowiłaś stworzyć nowe opowiadanie utrzymane w podobnej konwencji łamiącej schematy kanonowej baśni. I super, że tym razem wzięłaś się za Piękną i Bestię! To była niegdyś (i nadal jest, choć już minęło trochę czasu) obok Mulan moja ulubiona bajka Disneya ;)
    Jestem bardzo ciekawa jak tym razem zamącisz moim obrazem tej baśni, co pozmieniasz, co pododajesz, aby wyszła mieszanka godna poprzedniego bloga. To na pewno trudne zadanie, ale jestem pewna, że dasz radę :)
    Co do samej treści, to nadrobiłam prolog, a teraz udało mi się przeczytać także ten rozdział. W prologu bardzo spodobał mi się pomysł najazdu na królestwo czarodziejki i klątwy rzuconej na stosie.
    W pierwszym rodziale akcja sunie powoli, właściwie niewiele się działo, choć to oczywiście nie zarzut. Dobrze, że postanowiłaś przedstawić nam i zarysować ogólny obraz postaci.
    A więc Bella charakterem dosyć mocno przypomina tą znaną nam z bajki – jest cicha, spokojna, uwielbia książki i nie widzi potrzeby w przesadnym strojeniu się. Zdziwił mnie jednak fakt, że nie została ona wcale przedstawiona jako najpiękniejsza z córek, pomimo nadanego jej imienia.
    Ojciec dziewczyny również został przez Ciebie zmieniony – wcześniej przedstawiało się go jako dobrego papę, który dla swojej ukochanej Belli zrobiłby wszystko. Tu widzimy raczej zdystansowanego przedsiębiorcę, handlującego urodą swych córek.
    No i Gaston! <3 A jakże kiedyś sprzeczne emocje u mnie wywoływał – taką mieszankę wstrętu, rozbawienia z pewnym jednak zainteresowaniem... Zdecydowanie zdziwił mnie fakt, że postanowiłaś zrobić z niego brata głównej bohaterki! Jak to, to nie będzie zabiegania o Bellę kogoś trzeciego? Czy może postanowisz wprowadzić nowego bohatera? To pozostanie dla mnie – przynajmniej na razie – tajemnicą :) No i muszę przyznać, że całkiem go polubiłam w Twojej wersji. Chyba jako jedyny traktuje w porządku swoją siostrę, a na dodatek również nie przepada za takimi bankietami, strojeniem się i próżnością.
    Jestem bardzo ciekawa i już czekam na moment spotkania Belli z Bestią, choć wiem, że na to będę musiała jeszcze trochę poczekać :)
    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jesteś :D Dziękuję bardzo za komentarz!
      No moja też <3
      Bellę staram się przedstawić dość podobnie, bo takie po prostu mam wyobrażenie o niej. Musi być molem książkowym, powinna być bystra, uprzejma, uparta i ciekawa świata ;) No tutaj taka mała zmiana, która będzie miała pewne uzasadnienie w dalszej akcji. To też ma coś wspólnego z frazą „prawdziwe piękno jest głęboko ukryte” xD
      O, tak, w postaci ojca zaszły spore zmiany ;)
      O Gastonie na razie za wiele nie mówię. Tylko tyle, że będzie się pojawiał dość często w powieści. I pomysł ze zrobieniem z niego brata Belli wpadł mi do głowy spontanicznie, ale z biegiem czasu uważam, że dobrze pasuje. Czy pojawi się ktoś trzeci? Zobaczycie.
      No niestety, jeszcze trochę rozdziałów przed nami, zanim Bella spotka Bestię. Myślę sobie jednak, że potem już prawie cała akcja będzie toczyć się w zamku, a zatem początek może się nieco przeciągnąć w rodzinnym mieście bohaterki :P
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  6. 1. "Jej o dwa lata młodsza siostra, Brigietta, spoglądała na nią z nieskrywanym podziwem. Ukradkiem poprawiała swój srebrny naszyjnik, jakby miał on moc odwrócenia losu i uczynienia ją tak szczęśliwą jak Margot" - tutaj popracowałabym nad tym, żeby nie było tylu zaimków (bo zaimki to zło!);
    2. "w mig zamkniesz te twoje książki" - "swoje", nie róbmy kalek z angielskiego ;)

    Rozdział podobał mi się mniej niż prolog, bo właściwie nie ma żadnej akcji, no i nikt nikogo nie zabija i nie ma czarów ;) Ale tak, wiem, że takie fragmenty też są potrzebne. Nie mogę się jednak doczekać, aż coś zacznie się dziać. No i też myślę, że zaręczyny nie przebiegną tak, jak wszyscy się tego spodziewają.
    Trochę się zamotałam w momencie, kiedy Margot mówi: "Mogłam się domyślić, że nawet na mój ślub nie przywdziejesz czegoś odpowiednio ładnego" - dlaczego ślub, skoro to miały być zaręczyny?
    Najbardziej z całego rozdziału podobał mi się opis miasta przy zachodzącym słońcu - pięknie to zrobiłaś.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, to zdanie też mi nie leży, ale są trzy siostry i ciężko to opisać zrozumiale :P Ale popracuję jeszcze nad tym ;)
      Dziękuję za opinię :) No tak, rozdział typowo wprowadzający, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. W następnym już trochę się wydarzy ;)
      To nie jest błąd ;) Margot w tym miejscu sobie kpiła z tego, że Bella na jej możliwe zaręczyny ubrała się tak skromnie. Dlatego rzuciła, że skoro tak to nawet na ślub Bella nie włoży nic ładnego.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. 'ty usiądziesz na tamtych krześle" - tamtych? Ups :D

    No i jak mówiłam, tak też w sumie się stało. Masz taki piękny i spokojny styl, że wszystko stało się dla mnie lepsze :D Przyznam szczerze, że nigdy nie czytałam opowiadań opartych na Pięknej i Bestii, dlatego jest to pierwszy powód, dla którego tu zostanę :P Drugim jest ofc styl. Piękny szablon, praktycznie żadnych błędów, wspaniała treść, czegoż chcieć więcej?
    Bella jest taką spokojną osóbką, przemiłą i serdeczną. W przeciwieństwie do jej siostry, która jest nieco roztrzęsiona, ale to pewnie z powodu możliwych zaręcznyn jest w gorącej wodzie kąpana :D
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :) Bloga dodaję do obserwowanych, pozdrawiam ! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, moje niedopatrzenie :P
      Jej, dziękuję Ci bardzo! :) Cieszę się, że zmieniłaś zdanie.
      Bella na pewno różni się od swoich sióstr, ale też nie zawsze bywa miła, tylko szczera. O tym jednak przekonacie się potem xD
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  8. Teraz mam problem bo nie pamiętam w jakim wieku osadziłaś opowiadanie. Z wykształcenia jestem historykiem sztuki, choć pracowałem w zawodzie naprawdę niewiele. Jednak z zamiłowania zawsze lubiłem okresy XIX-XX wieku, do początku XX i oczywiście starożytność oraz średniowiecze, przynajmniej jego początki, bo przy krańcu to już przechodzi w zupełnie inną epokę.
    Temat dominacji mężczyzn... od razu zachciało mi się śmiać, bo wczoraj pisałem opowiadanie, gdzie w Hiszpanii pojawiał się właśnie pewnego rodzaju liberalizm, być może dlatego, że był to kraj wolny od wojny. Co prawda w niektórych miasteczkach i regionach tego kraju kobieta nadal nie mogła podjąć pracy a nawet zapisać dziecka do szkoły bez pisemnej zgody małżonka, ale w pewnym momencie, na przełomie tych 20/40 lat XX wieku zaczynała rozwijać się unowocześniona myśl, by kobiety uwolnić i one same często walczyły o swoją wolność. Może nie tak jak Angielki za pomocą kamieni, ale miały zdolność urabiania. Podobnie jak Włoszki, które były charakterne i z natury pyskate. Stąd w tych kostiumowych filmach włoskich pada tyle policzków, bo mężczyzna nie mógł znieść co żona ma mu do powiedzenia, więc strzelał. Nawet w "Dama w czarnym welonie" choć Guida szczerze uwielbiałem, to i on dopuścił się sekretów, zdrady i trzasnął Clarze tak, że aż wpadła w fortepian. Dlatego ja bym się na miejscu siostry Belli tak z tego małżeństwa nie cieszył, bo to dla kobiety zawsze było pewne ograniczenie i tak naprawdę luksusem stawało się małżeństwo, gdy ojciec był surowy, a przyszły mąż miał łagodne usposobienie. Często jednak łagodność mijała wraz z zakochaniem, a to nigdy nie trwa całe życie, to tylko pewien etap poznawania i wzajemnej fascynacji, ewentualnie dobrego pieprzenia się za młodu, gdy jeszcze nie ma dzieci plątających się pod nogami. Były też kobiety, którym zależało na majątku, a z mężem żyły w relacjach chłodnych, jedynie rozkładając nogi i ciesząc się błyskotkami. Ponownie więc wszystko zależy od charakteru. Bella stawia na uczucie, nawet do malarza, czy innego artysty, z którym zapewne żyjąc jadłaby suchy chleb i popijała wodą. Jednak wracając do emancypacji kobiet, to w końcu doprowadziło do tego, że w małych miastach i miasteczkach żyły obok siebie rodziny, które całkiem różnie, wręcz odmiennie funkcjonowały. I to się stało na przełomie właśnie jakiś 20-30 lat. Jednak śmiać mi się zachciało, bo ja gdy już wyszedłem z tej wolności i pisania o kobietach pracujących zawodowo, to przeskoczyłem właśnie na Hektorka z "Jabłek i śniegów", który zabawił się w proroka i powiedział, że kobiety kiedyś staną się premierami, dyrektorami, lekarzami, zyskają wolność, ale wraz z nią poczują wybitnie namacalną samotność, że typ Don Juana odejdzie do lamusa i mężczyźni nie mogący sobie poradzić z dominacją kobiet albo nigdy nie dorosną, albo będą sfrustrowani mieli problemy z erekcją, a przy tym kobiety znudzone pantoflarzami zapragną nieraz, gdy nabroją, by facet nawrzeszczał lub przełożył przez kolano, ale potem za nie wszystko ponaprawiał co spieprzyły, a nie zostawiał je z problemem same. Ja osobiście, jako szowinista uważam, że gdzieś w tej wolności kobiet jednak powinien być umiar i wydaje mi się, że zarówno życie z pantoflarzem bywa bolesne, jak i z despotą bywa trudną tyranią.
    Zaraz będzie część druga komentarza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak więc myślenie Belli było super i bardzo mi się spodobało. Zraził mnie natomiast fragment iż brat zawsze dostawał to czego chciał. Nie sądzę, że w taki sposób wychowywano silnych, potrafiących stać się głowami rodzin, mężczyzn. Nie sądzę, by w tamtych czasach jakiekolwiek dziecko dostawało co chciało, raczej dostawało to co było konieczne, a zachowywać się musiał tak jak chciał ojciec.
      Właśnie mi się przypomniało, że moja bohaterka też była romantyczką, co chciała syna ogrodnika, a potem nie wyobrażała sobie z nim uciec i pozbawić syna możliwości edukacji, siebie wyjść do opery... zachłysnęła się już bogactwem, które jej zaimponowało i zaczęła myśleć nie tylko o sobie, przynajmniej od czasu do czasu. Ciekawe czy twoja Bella też zmieniłaby zdanie o tym artyście i ucieczce xD
      Brat widzę wyrósł na lekkoducha. Nawet ciekawie. W któreś wersji filmowej i pisanej też tak było i to on narobił długów, o ile mnie pamięć nie myli.
      Podobały mi się myśli Belli o siostrze i zastanawiam się dlaczego nie wypowiedziała ich na głos, przecież to siostra, a nie matka czy jakaś piastunka.
      No cóż, czekam na Bestię i jego pierwsze starcie z Bellą, więc nie pozostaje mi chyba nic innego jak tylko blog dopisać do mojej listy czytelniczej, gdy będę ją aktualizował. Wtedy będę co jakiś czas zaglądał i sprawdzał czy pojawiło się coś nowego.

      dariusz-tychon.blogspot.com

      Usuń
    2. Akcja opowiadania dzieje się w XVIII wieku, ponieważ w tym okresie została spisana baśń i tego się trzymałam. Imiona postaci zaś zaczerpnęłam z francuskiego, chociaż miejsce wydarzeń(Port Nadziei) jest oczywiście fikcyjny i nie ma tutaj żadnych nazw geograficznych z mapy francuskiej.
      I oczywiście masz rację odnośnie małżeństw. Margot jest jeszcze młoda, naiwna i rozmarzona, wychowana w takiej złotej klatce. Nie zdaje sobie sprawy, że to małżeństwo głównie dla pieniędzy i że być może nie odnajdzie w nim szczęścia. Bella natomiast dostrzega tę możliwość, ale nie przeszkadza jej to marzyć o miłym artyście, z którym życie tak naprawdę mogłoby być ciężkie i ubogie. Cóż, wszystkich czeka zderzenie z rzeczywistością.
      Trafnie to ująłeś. Też uważam, że kobiety nie powinny się aż tak bardzo obnosić ze swoją niezależnością, bo jednak one i mężczyźni stanowią dwie połówki tego samego.
      Jeśli chodzi o Gastona to możesz mieć rację, zapewne w większości rodzin panowała taka dyscyplina. Natomiast ja chciałam go pokazać jako takiego rozpieszczonego syna tatusia. Zresztą w dalszej części zobaczycie, jak Hugo Maurice myśli o swoich poszczególnych dzieciach.
      Być może zmieniłaby zdanie :D
      Chodziło o to, że po pierwsze Bella nie chciała zranić siostry, a po drugie czuła się przez nią w jakiś sposób tłamszona. Obie starsze córki były pięknie, dumne i pewne siebie, często bagatelizowały słowa najmłodszej lub się z niej wyśmiewały. Dlatego Bella swoje zdanie wolała zachować dla siebie.
      Dziękuję Ci bardzo za taki długi komentarz i za dodanie do listy ^^ Nowy rozdział pojawi się niebawem, a pierwsza konfrontacja Belli z Bestią będzie… niezapomniana, taką przynajmniej mam nadzieję ;)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  9. (Nie wiem czy komentowałam ten rozdział razem z kolejnym, ale skoro mam czas to napiszę i słówko pod nim. Tak to jest jak się czyta na telefonie w pracy, potem nadrabia komentarze i człowiek się już gubi. Sama przez to nie wiem co już komentowałam, a gdzie jeszcze mam w tym zaległości).

    A więc mam do czynienia z bohaterką, która nie wpisuje się w epokę w jakiej przyszło jej żyć. Myślę, że zawsze były takie wyjątki od normy, że to dzięki nim w ogóle ta norma była zauważalna.
    Rozumiem, że dziewczyna w pewien sposób czuje się osamotniona, bo nie podziela zainteresowań swoich sióstr i przez to nie ma z nimi zbyt wielu tematów do rozmów, ale ja zauważam w niej kogoś kto sam się na to zamyka. Mam wrażenie, że Bella jest nieco zadufana w sobie i na wszystkich spogląda z góry. Odnoszę dziwne przeczucie, że ona czuje się lepsza, mądrzejsza, bardziej doskonała, ale odbywa się to na zasadzie "a wychodź sobie za mąż i bądź ode mnie ładniejsza, i tak jesteś głupia, ja to przeczytałam tyle i tyle książek i więcej wiem o życiu niż wy wszystkie razem wzięte". Myślę, że takie postrzeganie samej siebie się na Belli kiedyś zemści. Bo co innego odwaga, gdy o nic naprawdę nie trzeba walczyć i prowadzi się jedynie jakieś wyimaginowane bitwy, i co innego wiedza, gdy jest zbiorem wyczytanych prawd, a nie nabytym doświadczeniem. Ona oczywiście ma prawo tak myśleć i nie jest to żadna krytyka z mojej strony w stronę jej postaci. Chcę tylko powiedzieć, że jej podejście do pewnych spraw jest jeszcze infantylne, a więc to też może być powodem tego, że inni traktują ją jak dziecko, no bo jak mają ją traktować?
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że chciało Ci się to wszystko skomentować :)
      No jest to po trochu prawda. Bella mimo woli czuje się mądrzejsza od swoich sióstr, ale kto nie jest czasem egoistą? Cieszę się, że to nie jest krytyka w stronę jej postaci, tylko taka szczera uwaga.

      Usuń
  10. Ciekawie się czyta o Belli i o jej olewczym stosunku do bali, za to - ad wyraz ciepłym do książek. Śmiechłam, czytając słowa jej siostry: "I odłóż tę przeklętą książkę! Niech Leroy nie widzi, jakie banialuki wpajasz sobie do głowy!" No tak, jeszcze się Leroy przestraszy, że jest tam jednak ktoś mądry i kasa nie będzie aż taka łatwa. :,)
    Dziwi mnie trochę kreacja brata-który-dostaje-wszystko-co-chce-i-się-upija. Jednak jest wychowywany na głowę rodziny, powinien sobą coś reprezentować, a właściwie uchodzi mu płazem takie szczeniackie nicnierobienie.
    Podoba mi się fragment "Jest piękna...", ładnie ujęłaś w ten sposób brzydotę Belli w stosunku do sióstr, na tyle subtelnie, że nie robisz z niej anty-Merysójki.
    Mam nadzieję tylko, że nie posłużysz się tanią zagrywką i nie okaże się na koniec, że choć dwie siostry są od niej ładniejsze, to jej wewnętrzne piękno będzie nagle sprawiało, że to ona jest ładniejsza od sióstr. :,)
    Fajnie wychodzą na wierzch te wszystkie nie do końca białe cechy Belli - wywyższanie się nad siostrami, poczucie, że jest od nich lepsza (pod kątem inteligencji), problem z podporządkowaniem, niechlujstwo. Każdą z tych cech można, w zależności od punktu widzenia, traktować albo jako wadę, albo jako zaletę. Dobry zabieg. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o Gastona to będzie miał on jeszcze rolę do spełnienia, ale trochę się obawiam, jak przyjmiecie kreację jego postaci, czy ja sama ją dobrze zrobiłam.
      Hmmm myślę, że uda mi się uniknąć takiej zagrywki, aczkolwiek nawiążę do wewnętrznego piękna w pewnym momencie opowieści ;) Będzie to jednak trochę w innym kontekście, bardziej na temat zaakceptowania siebie.
      I dziękuję :)

      Usuń
  11. Bardzo ciekawie ;) Polubilam Bellę, za to jej czytanie i upór. Siostrzyczki trochę mnie denerwują, ale zobaczymy co dalej.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Przepraszam, że tak długo nie komentowałam, ale brak czasu mi na to nie pozwolił.
    Podoba mi się, że tak spokojnie wprowadziłaś nas w to opowiadanie. Jak większości czytelników, podoba mi się Bella. Muszę przyznać, że masz ciekawy pomysł. Już na początku zaskakujesz nas odejściem od kanonu (Bella nie jest ukochaną córeczką tatusia).

    OdpowiedzUsuń