niedziela, 18 czerwca 2017

Rozdział XV [Papierowe królestwo]

Okazało się, że Bestia potraktował jej słowa poważnie. Jeszcze przed zapadnięciem zmroku poprosił dziewczynę, by poszła za nim. Tak właśnie, poprosił, choć wcześniej zwykł był rozkazywać. Bella przyjęła tę zmianę z ostrożnym zadowoleniem. Pełna nadziei jednak podążyła za wielką sylwetką pana zamku.
Przeszli aż połowę zachodniego segmentu twierdzy, zanim zatrzymali się przed łukowatymi, drewnianymi drzwiami. Strzegł ich posąg rozkładającej skrzydła do lotu sowy, nakrytej szarym welonem pajęczyn. Bestia pociągnął za mocny, zardzewiały uchwyt i wpuścił dziewczynę pierwszą do środka.
— Damy przodem.
Uśmiechnęła się pod nosem.
— Dziękuję.
Znaleźli się w przestronnej komnacie, papierowym królestwie, którego skarby były dla Belli cenniejsze niżeli stroje i świecidełka. Jego wyblakłe ściany oblegały wysokie, wykonane z ciemnego drewna regały, a sklepienie podtrzymywały spiżowe anioły o złotych, zwiniętych skrzydłach. Na środku stał okrągły stół i porozrzucane dookoła krzesła.
— Muszę przyznać od razu, że nie zaglądałem tutaj od dawna — uprzedził Bestia, rozsuwając do końca brudno-złote kotary i rzucając więcej światła na to zapomniane miejsce.
Faktycznie, z regałów i poręczy zwisały girlandy kurzu, a całe pomieszczenie skąpane było w szarości, jakby w powietrzu unosiły się duchy zebranych tutaj ksiąg.
— Pomimo tego to niezwykłe miejsce — wyszeptała dziewczyna, zadzierając głowę do góry, by ogarnąć wzrokiem wszystkie regały. Czytywała już różnego rodzaju lektury, ale nigdy z półek zapomnianej twierdzy. — O czym są te księgi?
— O wszystkim, co możesz sobie wyobrazić. Moi… Poprzedni właściciele tego zamku zgromadzili tutaj imponującą kolekcję.
— To musiało być dawno temu.
— Prosiłaś o bibliotekę, dałem ci ją. — Spojrzał na nią z błyskiem chytrości. — Z pewnością mógłbym spróbować ją nieco oczyścić. Jeśli ładnie poprosisz, moje czary…
Uniosła rękę w proteście.
— O, nie. Nie musimy się zawsze wysługiwać magią. Temu miejscu należy się szacunek i trzeba je wysprzątać jak należy. Choćby miało mi to zająć wiele tygodni. — Aby podkreślić swoje słowa, Bella sięgnęła po znajdującą się w zasięgu jej ręki książkę. Pan zamku przyglądał jej się zdumiony. Z pewnością nie mógł uwierzyć, że nie skorzystała z jego oferty.
Dziewczyna tymczasem otworzyła zdobycz na pierwszej stronie i zdmuchnęła zalęgające na suchym papierze drobinki kurzu. Te zaś poleciały prosto pod nos Bestii. Stwór zamrugał z zaskoczeniem ciężkimi powiekami, a potem kichnął potężnie, zrywając do lotu kolejne warstwy pyłu. Dziewczyna zrobiła najdziwniejszą rzecz pod słońcem. Wbrew sobie… zachichotała. Miało się wrażenie, że wokół nich wirują poszarzałe płatki śniegu.
Bestia spojrzał na nią z frustracją.
— Dość już dla ciebie zrobiłem. Liczę, że zażyjesz tu miłej lektury — burknął chłodno, po czym odwrócił się z zamiarem odejścia. Bella prędko zamknęła trzymaną książkę.
— Czekaj! Ktoś musi pomóc mi tu posprzątać!
Bestia zamarł, jakby się przesłyszał, po czym obdarzył ją tym pełnym oburzenia niedowierzaniem.
— I myślisz, że to będę ja?
Wzruszyła ramionami.
— Innej żywej duszy tu nie widzę.
— Nie ma najmniejszej…  
— A zatem taki z ciebie dżentelmen, Bestio? — Bella zagrała inaczej. Położyła sobie ręce na biodrach, a jej oczy zalśniły figlarnie. — Zostawiasz dziewczynę samą w zabałaganionej bibliotece, a sam będziesz próżnował?
Pan zamku wyszczerzył kły.
— Nie zapominaj się…
— A co innego masz do roboty? — spytała poważniej. Zbliżyła się do niego o parę kroków. — Proszę. Wiem, że prawdopodobnie nigdy nie pracowałeś, ale wspólne sprzątanie także może być… zajmujące.
— Nie wierzę ci. — Nachylił się groźnie nad dziewczyną. W jego oczach jednak zajaśniała wspaniałomyślność. — Ale zostanę, żeby się przekonać.
Bella ucieszyła się z tej odpowiedzi bardziej, niż sądziła.
— Dziękuję — zdążyła wyszeptać niewinnym głosem, nim Bestia uniósł się dumą i z warknięciem opuścił progi biblioteki.


*

Następnego dnia Bella z ochotą wspięła się na odpowiednie piętro, po czym otworzyła na oścież drzwi biblioteki. Zza łukowatych okien dolatywało światło zimowego przedpołudnia, stawiając komnatę w pyle unoszących się w powietrzu drobinek. Spiżowe anioły chowały twarze w dłoniach, jakby nie mogąc patrzeć na panujący tutaj bałagan.
Na środku stały już odpowiednie narzędzia. Wyliniałe szczotki, miotła i wiadro wypełnione po brzegi wodą. Brakowało tylko…
— To od czego chcesz zacząć, piękna?
Bestia pojawił się niezauważony, stając w cieniu rzucanym przez posąg. Nie wydawał się entuzjastycznie nastawiony do czekającego go zadania. Jego wargi układały się w grymas.
Bella posłała mu chytry uśmiech. Świadomość, że nakłoniła pana zamku do pracy, sprawiała jej dziwną satysfakcję.
— Najpierw powinniśmy zetrzeć kurz z regałów, bo to one najbardziej tutaj cierpią. — Chwyciła jedną z szorstkich szczotek i z cichym pluskiem zanurzyła ją w wodzie. Sama również nigdy nie brudziła rąk pracą, była jednak zbyt podekscytowana, by czuć upokorzenie. — Jeśli to dla ciebie bez różnicy, ja zajmę się prawym skrzydłem, a ty lewym. 
— Jak każesz.
Bestia również namoczył swoją szczotkę, wyciskając ją w szponach tak, jakby chciał zmiażdżyć główkę niemowlęcia. Przez chwilę obserwował, jak Bella zaczyna zmywać z ciemnego drewna warstwy pyłu i pajęczyn. W końcu sam również wziął się do roboty. Zamaszystymi ruchami przejeżdżał po zakurzonych półkach i ścianach mebli, czasem nie oszczędzając przy tym książek. Bella obawiała się o stare woluminy, dla których krople wody mogły być niszczące, jednakże w porę ugryzła się w język. Nie chciała zniechęcać swojego pomocnika. Już i tak sprawiał wrażenie, że najchętniej poprzewracałby te wszystkie regały.
To niemądre, ale coś ją bawiło w obrazie sprzątającego Bestii. Już samo to zawierało absurd. To był ten stwór, który wypełznął z mroku i kazał jej się rozebrać, a potem czyhał na jej życie? Dziś strach z owej nocy zbladnął. Bella nie potrafiła powiedzieć, kim był ten osobnik pomagający jej odgruzować bibliotekę, ale na pewno nie bezlitosnym potworem. Już nie. Tak jakby… zły sen prysnął.
Co jakiś czas któreś z nich kichało od nadmiaru kurzu. Innym razem zaś nieuważnie zahaczało o jedną z książek. Bestia był wysoki, dlatego przy lekkim wysiłku jego ręka potrafiła dotrzeć niemalże na szczyt regału. Bella natomiast potrzebowała do tego drabiny. Z pewnym niepokojem wdrapała się na drewnianą, niezbyt stabilną konstrukcję, po czym wzięła się za sprzątanie wyższych poziomów.
Z tego miejsca była bliżej półkolistego sklepienia. Mogła zauważyć, że zdobią go freski pulchnych aniołków, wylegujących się na puszystych obłokach i z rozleniwieniem spoglądających w dół, na pracujących mieszkańców zamku. Dziewczyna zapatrzyła się w blaknące pod naporem czasu malowidła. Była oczarowana ich staranną kreską oraz słodyczą małych, skrzydlatych istotek, które wydawały się radośniejsze od swoich kuzynów zrobionych ze spiżu. I oczywiście znacznie radośniejsze od sprzątającego w milczeniu Bestii.
Omal nie zachichotała i uniosła dłoń, wyobrażając sobie, że dotyka różanych twarzyczek cherubinów. Właśnie w tej chwili, na ułamek sekundy tracąc uwagę, źle ustawiła ciężar ciała. Drabina zadrżała niespokojnie, po czym zaczęła przechylać się w drugą stronę. Bella ledwo zdążyła krzyknąć…
Bestia poruszył się szybko jak cień. W jednej chwili siłował się z pajęczyną, w drugiej zaś znalazł tuż pod drabiną i przytrzymał ją silnymi dłońmi. Wystraszona Bella widziała pomiędzy drewnianymi szczeblami jego czujne, jasne oczy. Serce wciąż biło jej o ton szybciej.
Uratował ją.
— Dasz radę zejść? — zapytał Bestia, nadal utrzymując drabinę w pionie. Zamrugała.
— Właściwie lepiej by było, gdybyś odstawił mnie pod regał. Jeszcze nie skończyłam…
— Skończyłaś. Złaź, zanim się rozmyślę i cię puszczę.
Bella w milczeniu zeszła z drabiny i otrzepała ręce z drobinek kurzu. Potem spojrzała panu zamku w oczy.
— Dziękuję — odezwała się z nieśmiałym uśmiechem. — Masz dobry refleks. 
— Na to wygląda. — Po jego twarzy przeszedł cień zadowolenia. Stwór spoglądał na nią jeszcze chwilę, po czym odłożył na bok drabinę. — To co teraz?
— Cóż, skoro regały są już w miarę czyste, możemy zająć się podłogą.
Ku jej zaskoczeniu, Bestia jako pierwszy chwycił za miotłę. Bella zaśmiała się cicho, biorąc do ręki szczotkę i klękając na zimnej posadzce. Po jej sercu rozlewało się jakieś ciepło. Wydawało jej się, że te przeklęte mury od dawna nie widziały takiej radości.
— Wiesz, kiedy już będzie tutaj lśniło, mógłbyś mi towarzyszyć również w lekturze — zagadnęła, szorując kafle. Rzuciła mu psotne spojrzenie znad opadających jej na czoło włosów. — Na pewno znalazłbyś coś dla siebie.
Bestia obrócił się w jej stronę z powątpiewającą miną. 
— Za co tak bardzo kochasz te swoje książki?
— Cóż, z pewnością za to, że rozwijają moją wyobraźnię, a to cenna rzecz, jeśli żyje się w nudnym miejscu. — Kiedy towarzysz przewrócił oczami, podparła się pod boki. — Nie wierzysz mi? Dzięki otwartemu umysłowi potrafię sobie nawet wyobrazić, że jesteś rozkochanym w czytaniu molem książkowym.
Oczy stwora zabłysły z rozbawieniem, ale brwi zmarszczyły się w teatralnym gniewie. 
— Lepiej wypluj te słowa!
— Może któregoś dnia staną się one prawdą? Mamy dużo czasu!
— Jeśli będziesz tyle gadać, zasnę, nim skończymy sprzątać.
Bella przygryzła wargę. Przypomniała sobie, jak traktowano ją w mieście za to, że wygłaszała swoje poglądy.
— Nie lubisz dziewczyn, które mają coś do powiedzenia?
— Nie lubię dziewczyn, które nos zadzierają wyżej niż suknię. 
Oburzona Bella rzuciła w niego szczotką. Ta z plaskiem trafiła prosto pomiędzy powyginane rogi, po czym zsunęła się pod nogi stwora. Zapadła cisza. 
Bestia spojrzał na dziewczynę z żądzą mordu. Podszedł do niej, unosząc miotłę. Bella spodziewała się mocnego ciosu, ale uderzenia okazały lekkie, karcące. Spadały na jej plecy i pośladki, podnosząc suknię, w którą była dziś ubrana. Pan zamku okładał dziewczynę trzonem miotły niczym niegrzeczne dziecko.
— Ała! — pisnęła rozbawiona, poprawiając rąbek odzienia.  
— Nie podoba ci się moja chłosta?
Bella zdołała chwycić wiadro z wodą i chlusnąć mu nim w twarz. Bestia wydał z siebie zdumiony, rozdrażniony ryk. Dziewczyna tymczasem umknęła mu sprzed nosa, łapiąc rzuconą szczotkę i wyciągając ją przed siebie niczym miecz. Z rdzawych włosów stwora ściekały krople wody, kły były wyszczerzone, oczy zaś patrzyły na nią z błyskiem wyzwania.
— Chodź no tutaj, piękna.
— Nie zbliżaj się!
Bestia jednak nie usłuchał. Już niebawem zapomnieli o porządkach, biegając po komnacie i pojedynkując się na szczotkę i miotłę. Stwór był silny i zręczny, ale wiotka, uważna dziewczyna umykała przed nim w ostatniej chwili. Nie mogła przestać się śmiać. Zupełnie nie poznawała pana zamku. Był teraz taki pobłażliwy i zabawny. Czuła, że nie chce jej skrzywdzić, nie tak naprawdę. Bawił się z nią nie jak potwór, tylko zwykły mężczyzna, nieomalże… przyjaciel. Ostatni raz w takich igraszkach uczestniczyła w dzieciństwie, kiedy jeszcze żyła mama.    
Zakończyło się tym, że Bella padła na wznak na twardej posadzce i usiłowała uspokoić oddech. Policzki miała zaróżowione, a oczy pełne wesołych iskierek. Ramiona Bestii również unosiły się w lekkim zmęczeniu. W jego oczach kryło się zadowolenie, ciepło oraz jeszcze jedno ciężkie do rozszyfrowania uczucie. Jakby zdumienie, że mógł się tak dobrze bawić.
Po chwili wytchnienia wyciągnął dłoń do swojej towarzyszki. Tym razem Bella przyjęła ją bez żadnych oporów, ufając tym rękom, które ocaliły ją od upadku. 
— Wygląda na to, że nasze sprzątanie się przedłuży — mruknęła z przepraszającym uśmieszkiem. Bestia uniósł brew.
— Mamy na nie całą wieczność, czyż nie?

*

Następnego dnia Gaston zrobił to, o czym myślał już od dłuższego czasu. Pamiętał, że Bella odradzała mu ten krok, ale teraz nie było jej przy nim, a on był gotów na wszystko.
Spotkanie z niejakim panem Lefou już od samego początku dziwnie intrygowało syna kupca. Wiedział, że powinien czuć raczej obawę, ponieważ jeśli teraz wejdzie w ryzykowne kontrakty, może się już nigdy z nich nie wydostać. Gaston był jednak bardziej podekscytowany niż wystraszony. Może to była kolejna cecha łącząca go z Bellą? Obydwoje dawali się ponieść ciekawości.
Pan Lefou przyjął go w swoim pokoju w jednej z miejskich gospód. Lokal ten nie był specjalnie ukryty przed niepożądanymi oczami, ale Gaston zauważył, że prowadząca go na górę dziewczyna zgrabnie omija zatłoczone stoliki, a w kieszeni jej kamizelki zapewne spoczywa sakiewka złota. Też chciałbym tak gładko zarządzać innymi — pomyślał mimowolnie. Wzbudzać respekt i strach. 
W pokoju unosił się zapach tytoniu.
— A jednak, a jednak — zauważył zadowolonym głosem odwracający się od okna mężczyzna. Wyglądał niepozornie — był to niski, tłusty człowieczek o przebiegłym błysku w oczach i manierze nierozstawania się ze swoim cygarem. Ilekroć Gaston go widział, pan Lefou zawsze miał je w ręce.
— Tym razem jestem pewien.
Pierwszy raz spotkali się przy karczmiennym piwie. To tam, po kilku kuflach napitku i narzekań Gastona na swój pogarszający się stan materialny, tłusty człowieczek wyszedł z propozycją pomocy przy nielegalnych interesach. Syn kupca od razu poczuł, że to mogłoby załatwić jego problemy pieniężne, wahał się jednak, czy nie podejmie zbyt ryzykownej gry. Nie był głupcem, wiedział, że w tym fachu albo szachuje się króla, albo spada z szachownicy.
Pan Lefou zachichotał.
— Cuchniesz desperacją, mój druhu.
— To oznacza, że moja praca będzie efektywniejsza. Kiedy mogę zacząć?
Tłusty człowieczek milczał przez chwilę, mierząc go wzrokiem. Mimo niegroźnej aparycji, był szefem mafii. Jedno jego skinienie i Gaston zostałby przez jego podwładnych przeszyty kulą jak prosię. I kiedy już młody Maurice doszedł do wniosku, że jego propozycja zostanie odrzucona, Lefou rzekł:
— Jutro otrzymam kolejną dostawę mojego cennego ładunku. Podam ci kilka nazwisk, do których musisz go dostarczyć. Przekonajmy się, czy na czarnym handlu znasz się równie dobrze co na statkach.
Gaston skinął z zapałem głową. Dobrze wiedział, jakich słów zabrakło. Jeśli zawiedzie, będzie zmuszony wybierać, kto pierwszy go znajdzie: organy władzy czy ludzie Lefou’a. Nie bał się jednak tak, jak powinien. Może właśnie to ryzyko pokazywało mu, że jeszcze żyje. 

*

Jak na razie czeka mnie jedna poprawka we wrześniu, w przyszłym tygodniu zaś kończę sesję i będę mogła skupić się na blogowaniu ;)