piątek, 30 grudnia 2016

Rozdział [VII] Róże i potwór


    Zamek wydawał się upiorny i mroczny, a przede wszystkim stary. Jego dawna świetność przygasła już przed laty i teraz pozostały jedynie stojące w zapomnieniu ruiny. Hugo widział strzeliste, milczące wieże o ciemnych oknach, zarosłe pleśnią mury oraz niewyraźne posągi przycupnięte na dachu i we wnękach ścian niby odwieczni strażnicy. Budowla była zimna, ostygła, chciałoby się powiedzieć — martwa. Przed nieproszonymi gośćmi wciąż jednak chronił ją gruby, kamienny mur. Wznosił się wysoko, porośnięty zgniło-zielonymi pnączami dzikich roślin niczym szponami natury.
Hugo dotarł wpierw do wielkich, okratowanych wrót stanowiących bramę wjazdową. Jej boki strzegły masywne, wilcze głowy o groźnym, nieruchomym spojrzeniu. Kupiec wyobraził sobie, że kiedyś przejeżdżał tędy królewski orszak z karocą na czele. Zwierzęce łby wykute w posągu nie świadczyły bynajmniej o przyjazności gospodarza. Nie miało to jednak znaczenia — ogromne drzwi okazały się zamknięte. Mężczyzna szarpał je i szarpał, ale żelastwo nie ustąpiło. Hugonowi zdawało się nawet, że przeciągły jęk, jaki temu towarzyszył, jest ostrzegawczym zawodzeniem.
— Głupota — mruknął do konia. — Wiedźma nie mówiła, że zamek jest zamknięty na cztery spusty. No chodźmy, może uda nam się znaleźć inne wejście.
Po dłuższym objeździe natrafił w końcu na mniejsze, okratowane drzwi, które mogły być bocznym wejściem dla służby. Ich stan nie różnił się wiele od kamiennych murów — pokrywała je pomarańczowa warstwa rdzy oraz kilka wijących się wokół krat łodyżek. Hugo znów chwilę siłował się z przestarzałym żelastwem, ale tym razem się udało. Drzwi zazgrzytały niczym płaczące wdowy i otworzyły się na oścież.
— Dobra nasza! — zawołał kupiec wesoło, wprost marząc, aby przed zapadnięciem ciemności znaleźć się pod dachem. Jego koń również podzielał tę nadzieję, aczkolwiek przekraczając próg tajemniczej twierdzy, położył po sobie uszy i łypał uważnie dookoła swoimi czarnymi ślepiami.
Jechali teraz brukowaną dróżką, obserwowani przez nagie, pochylające ku nim gałęzie drzewa. Na jednym z nich siedziało czarne ptaszysko, przerywając ciężką ciszę gardłowym „kra, kra”. Na ciemnych murach niczym całun osiadł się śnieg. Hugo odniósł wrażenie, że trafił na cmentarzysko i może rzeczywiście tak było. Kiedyś ten zamek zapewne tętnił życiem; ogród stanowił bajeczne miejsce dla schadzek towarzyskich, a w mroźne wieczory łukowate okna płonęły światłem kominków. Teraz jednak wszyscy umarli lub odeszli, pozostały jedynie cienie.
„Strzeż się tego zamku. Nie znajdziesz tam niczego dobrego”.
Ale dlaczego miałbym się bać duchów, Jovito?
W gęstniejącej ciemności kupcowi udało się wypatrzyć drzwi przylegające do jednego ze skrzydeł twierdzy. Zsiadł ociężale z konia. Po całodziennej podróży czuł się jak bryła lodu. Pociągając z zimna nosem, spróbował pociągnąć za mosiężny uchwyt. Drzwi ustąpiły całkiem łatwo, jakby ich drewno było już tak stare, że przy mocniejszym szarpnięciu mogło się rozkruszyć.
Hugo spojrzał niepewnie na swojego wierzchowca. Kasztanek stał spokojnie, zmęczony. Z jego pyska buchała para. Za czarnymi oczami błyszczały białka. Kupiec postanowił wprowadzić go do środka. Dobrze wiedział, że miejsce konia jest w stajni, ale w obecnej sytuacji nie miał sił na szukanie takowej, a nie chciał, by jego wierny towarzysz podróży zamarzł z zimna. Zwierzę podążyło ufnie za swoim panem, choć coś w jego ruchach zdradzało niepokój.
W środku było ciemno jak w grobie, ale zaniedbane mury chroniły przynajmniej od wiatru i zapewniały odrobinę ciepła. Hugo, ku swojemu zadowoleniu, przestał się trząść. Teraz musiał tylko z uwagą stawiać kroki, by przypadkiem nie wpaść na jakiś przedmiot bądź ścianę.
Przed nimi jawiło się owalne światełko, bladziutkie, a jednak odcinające się od padającego zewsząd mroku. Po kilku chwilach mężczyzna przekonał się, że jest to przejście do innego pomieszczenia. Było wyposażone w okna, które przepuszczały przez siebie nikłą smugę księżycowego światła.
 — Gdzie my jesteśmy? — zapytał swojego towarzysza. Koń w odpowiedzi potrafił tylko parsknąć. Przed nimi widać było zarysy stołów i pieca. Na blatach i podłodze błyszczały porzucone przed laty naczynia. — Wygląda mi to na kuchnię.
Hugo nie mógł trafić do lepszego pomieszczenia. Podszedł do pieca, wyszukał w popiele pozostałości po drewnianych gałązkach, po czym podpalił je zapałką. Wzniecające się płomienie wyglądały przepięknie, a ile ciepła i radości dawały! Ogniskowa łuna pozwoliła mężczyźnie nieco przyjrzeć się komnacie, która kiedyś była królewską kuchnią. Miała imponujące rozmiary, wyblakłe ściany, a jej półkoliste sklepienie podtrzymywały cztery filary. Pod ścianami znajdowały się stoły, krzesła, piece, gabloty i naczynia — niektóre w dobrym stanie, niektóre przewrócone, jeszcze inne połamane. Co tu się stało? Wyglądało to tak, jakby kucharze opuścili to miejsce w pośpiechu… A może to grupa chciwych rabusiów wpadła tutaj, zaszalała i pokradła co nieco?
W przyczepionym do końskiego siodła kuferku kupiec miał jeszcze trochę prowiantu. Teraz mógł położyć go sobie na talerzu, a juki z wodą przelać do znalezionej filiżanki. Gdyby nie mroczna aura tego miejsca i pokrywający naczynia kurz mężczyzna czułby się jak na prawdziwej kolacji.
Podzielił się suszonymi owocami z kasztankiem, kontynuując manierę rozmawiania ze zwierzęciem. 
   — Co za uczta, przyjacielu!
    Później wziął do ręki jedno z naczyń i przyjrzał się mu uważnie. To była misa, posrebrzana i wysadzana diamentem. Hugo przez cały dzień brnął do zamku, głównie w nadziei na dach na głową i trochę ciepła, ale teraz, kiedy sobie pojadł i rozprostował nogi, odżyła w nim chęć wzbogacenia się. Jak przez mgłę pamiętał twarze swojego syna i córek, patrzące na niego wyczekująco. Oni wciąż liczyli, że wróci do nich z górą złota, że pomoże im się podnieść i napisze na nowo ich przyszłość… Zresztą on sam byłby głupcem, gdyby goszcząc w opuszczonej twierdzy, nie wziął z niej ani jednego wartościowego przedmiotu.
Złożyłem przysięgę Jovicie — musiał sobie przypomnieć, wspominając migoczącą w oranżowej łunie twarz żony i jej smutne oczy. Pomogła mu odnaleźć drogę, ale żądała pewnych ograniczeń… Przecież to tylko sen, nie mogę złamać przysięgi danej nieboszczce! Zapewne sam bym tutaj trafił, a to całe mistyczne widzenie było zwykłą marą! Babskie gadanie!
Takie myślenie było wygodne, a poza tym Hugo nie wierzył w magię czy duchy. Jaka klątwa miałby spoczywać na bezpańskich już kosztownościach? Kto mógłby mienić się panem zapomnianych ruin? Jedynym królem, jakiego tutaj dostrzegł, był kruk na gałęzi drzewa.
— Bzdury! — warknął do siebie mężczyzna, układając się blisko płonącego pieca. — Prześpię się, a jutro zabiorę stąd tyle rzeczy, ile zdołam unieść…
Koń znowu parsknął, nastawiając czujnie uszu. Jego pan nie przejął się tą nieufnością. Zamknął oczy i pozwolił, by jego stare, strudzone ciało zaznało odpoczynku.
I żaden z przybyszy nie wiedział, że ogień przywabił do pomieszczenia o jeden cień za dużo.


*

Następnego dnia Hugo zrobił to, co postanowił. Korzystając z szarawej poświaty dnia, począł kręcić się po kuchni i szukać hojniej ozdobionych naczyń. W mieście dostanie za nie sporą sumkę pieniędzy. Kiedy całe pomieszczenie zostało przejrzane, mężczyzna przeniósł się dalej. Wędrował po pustych, zakurzonych korytarzach, odczepiając ze ścian zachowane w dobrym stanie gobeliny i plądrując z napotkanych komnat wszelkie przedmioty zrobione ze srebra lub złota. Za dnia stare zamczysko nie zdawało się wcale przyjaźniejsze, ale zaślepiony chciwością kupiec nie zauważał ostrzegawczych znaków. Nie zwrócił uwagi na półzasypane odciski stóp w śniegu, pojedyncze kości leżące po kątach ani ciężki, niewytłumaczalny zapach wilgoci i błota…
Po pewnym czasie jego kuferek był już tak pełny, że Hugo ledwo mógł go utrzymać w dłoni. Czuł z tego powodu niejaki żal, bo nie zdołał jeszcze obejść całego wschodniego skrzydła, a co dopiero mówić o zachodnim!
Wydawało mu się, że część, po której spaceruje, ta z kuchnią i mniejszymi pokojami, należała głównie do służby — a przynajmniej jej niższe poziomy. Hugo nie mógł sobie wyobrazić, co by było, gdyby natrafił na salę tronową. Przecież nie muszę zabierać wszystkiego teraz — myślał rozsądnie. Nikt, prócz Trit, nie wie o tym miejscu. Mógłbym tu kiedyś wrócić, z Gastonem i zaprzęgiem silnych koni, wówczas zabralibyśmy stąd znacznie więcej kosztowności.
Pomysł ten bardzo mu się spodobał.
Wiedział, że teraz już nic więcej nie udźwignie, ale postanowił rozejrzeć się również po innych częściach zamku, aby później wiedzieć, gdzie czego szukać. Było już popołudnie, kiedy wyszedł ze wschodniego skrzydła na duży, opustoszały dziedziniec. Jego brukowana powierzchnia ginęła pod stertą przywianych liści i zasp śniegu. Pośród tego wszystkiego stały zwęglone pozostałości po drewnianym stosie. Hugo wpatrywał się w niego przez dłuższą chwilę, zastanawiając się, w jakim celu go usypano. A co to za różnica? - zdecydował w końcu w myślach i ruszył dalej, pod ciemnym wiaduktem, łączącym ze sobą obydwa skrzydła.
Dalej mężczyzna natknął się na teren przeznaczony pod grządki kwiatów. Kiedyś zapewne ogród ten był piękny i kwitnący, a stojąca na środku fontanna zachwycała wytryskującymi strumyczkami wody. Teraz jednak to miejsce ziało pustką, a okrągła fontanna zarosła. Większość roślin wokół niej zwiędła bądź została zdeptana. Pozostało tylko kilka krzewów dziko rosnących róż. Na jednym z nich znajdowały się kwiaty o płatkach niczym rubiny, które przywiodły kupcowi na myśl Margot. Najstarsza córka była tak kochliwa i zmysłowa jak wskazywała barwa tych róż. Przykuwała wzrok i jawiła się wszystkim jako najbardziej pożądana.
Drugi krzew usiany był usychającymi różami w kolorze śniegu. Hugonowi przypomniała się Brigietta z jej czystością i elegancją. Jej oczy wciąż miały w sobie dziewiczą niewinność.
A jaki kolor róży pasowałby do marzycielskiej i nieposłusznej Belli? — przeszło mu przez głowę. Odpowiedzi jednak nie znalazł, gdyż na pozostałych krzewach również kwitły tylko kwiaty w dwóch kolorach.
Hugo półświadomie wyciągnął rękę i zerwał po jednej róży czerwonej i po jednej białej. Jeśli zdoła wrócić do domu, Margot i Brigietta otrzymają wybrane z przyniesionych przez niego bogactw, ale pomyślał sobie, że miło by im się zrobiło, gdyby do tego dołączył kwiaty z tajemniczego zamku. Kobiety uwielbiały takie magiczne podarki. Mężczyzna wiedział o tym dobrze, ponieważ, aby nie odczuły tak braku jego uwagi skupionej na synu, przekupywał je strojami i świecidełkami.
Nagle ciszę martwego miejsca przerwał ryk.
Był to dźwięk tak niespodziewany i upiorny, że Hugo zesztywniał niczym kamienna rzeźba, z palcami zaciśniętymi na kolczastych łodygach róż. Miał wrażenie, że oto usłyszał głos wyczołgującego się spod ziemi diabła.
— A zatem jesteś nie tylko złodziejem, ale też i głupcem — przemówił czort szorstkim, głębokim głosem, który wydawał się być bliski warczeniu. — Najpierw bezkarnie ogołacasz mój zamek, a teraz zrywasz jakieś zwiędłe kwiaty? Och, jakiż jesteś nędzny!
Hugo ze zdumieniem pojął, że to co wcześniej wziął za ryk gniewu, było tak naprawdę bardziej wyrazem rozbawienia, okrutnego rozbawienia. Zdobył się na całą chowaną w sobie odwagę i odwrócił od grządek krzewów, by spojrzeć na przerażającego pana zamku.
Wydawał się potężny jak olbrzym i równie nieludzki. Przypominał dziką bestię przybyłą z gór. Po szerokich ramionach spływały mu długie, splątane, ciemnoczerwone kłaki. Spomiędzy nich wyrastały powykręcane rogi. Twarz potwora była szorstka i brzydka jak najgorszy koszmar. Deformowały ją pomarszczenia na czole, płaski, zwierzęcy nos oraz coś na kształt poparzeń przecinających policzek. Stwór nosił na sobie wyblakło-purpurowy płaszcz, niby imitacja ludzkich manier, i wystrzępione spodnie, które nie mogły ukryć szarawej jak u gnijącego trupa skóry.
Hugo słyszał, jak wciągany z trwogą oddech zamiera mu w piersi.
—  Panie...
—  Teraz będziesz błagać o litość? Myślisz, że ją tu znajdziesz?! — Potwór ruszył w kierunku przerażonego mężczyzny, a w jego głosie zabrzmiała furia. — Tutaj, gdzie wszystko umiera?!
—  N-nie, z pewnością nie...
   Hugo urwał gwałtownie, kiedy ten stwór, bestia, chwycił zgrubiałymi palcami zapięcie jego płaszcza i uniósł mężczyznę kilka cali nad ziemią. Zmrużył przy tym swoje błękitne oczy, dwa kawałki lodu wciśnięte w gargulcze oblicze.
—  A kimże ty możesz być, stary nędzniku? W zamku gościłem już kilku obcych, ale to byli zbłąkani wędrowcy albo rabusie... Twój płaszcz mówi mi, że biedakiem nie jesteś.
—  Nie, jestem... wysoko postawionym człowiekiem — odparł gorliwie Hugo, czując suchość w ustach. — Kupcem. Mam w domu...
—  To bez znaczenia — przerwał mu szorstko pan zamku, po czym wyszczerzył swoje pożółkłe zębiska. — Teraz jesteś trupem.
I Hugo, wyjękując protesty, został zaciągnięty w paszczę twierdzy.

*

„Strzeż się tego zamku. Nie znajdziesz tam niczego dobrego”.
Słowa Jovity odbijały się echem po zimnych, obślizgłych ścianach.
Hugo mógł odpowiedzieć jedynie histerycznym śmiechem. 
Nagle zaczął wierzyć w magiczne sny i żałował, żałował całym sobą, że nie posłuchał rady zmarłej żony. Powinien zaszyć się w kuchni bez rozpalania pieca, powinien przenocować pod dachem, po czym uciekać, jak najdalej może. Tymczasem jego chciwa natura kazała mu zostać i oto, czym to się dla kupca skończyło.
    Na tych kosztownościach ciążyła klątwa. Klątwa żądzy i furii. A Hugo z nią zaigrał. 
Przerażający stwór zaciągnął go pod ziemię, w mroczne, przepełnione zgnilizną czeluści zamku. Hugo zgadywał, że tutaj niegdyś znajdowały się królewskie lochy. Oprawca wepchnął go do jednej z śmierdzących, zakurzonych celi i pozostawił bez słowa w lodowatej ciemności. Kupiec kulił się pod ścianą, zastanawiając się, czy tak wygląda piekło. Może błąkając się wśród gór przypadkiem trafił do bram królestwa potępionych i zadarł z jego władcą?
W końcu starzec, drżący i wyczerpany, zapadł w sen. Marzył, aby jeszcze raz spotkać się z Jovitą i usłyszeć jej radę lub choć słowa pocieszenia. Nic takiego się nie stało — zamiast pokrzepiających snów, w głowie mężczyzny rozpętały się koszmary.
Śniło mu się, że stoi nagi, przywiązany do drewnianego pala, a znajdujący się za nim cień raz po raz okłada jego plecy biczem. Każde uderzenie było błyskawicą bólu. Hugo zaciskał szczęki, ale nie potrafił powstrzymać wyrywającego mu się z piersi krzyku. Wydawało mu się, że jego plecy płoną. Świst bicza i jęk chłostanego. Mężczyzna już słaniał się na nogach. Upadłby, gdyby nie przywiązującego go do pala sznury... Nozdrza wypełniał mu zapach jego własnej krwi, a on pragnął jedynie, by to wszystko się skończyło.
— Dlaczego? Dlaczego? Och, litości…
Był gotów umrzeć, aby tylko uciec od bólu.
Kupiec obudził się zalany zimnym potem, siedząc w jeszcze chłodniejszych lochach. Wydawało mu się, że teraz to nie jego plecy płoną, a czoło. Dostawał gorączki i dreszczy, ogarniało go przeziębienie. Jeśli prędko nie wyrwie się ze swojej celi, zasłabnie i umrze. Hugo przypomniał sobie swój koszmar, w którym właściwie modlił się o śmierć. Tutaj ta myśl też wydawała się zbawieniem. Wszystko było lepsze od siedzenia w ciemności i powolnego umierania.
Bestia w ogóle mu się nie pokazywał, ale Hugo w dziwny sposób czuł jego obecność. Podejrzewał, że stwór siedzi gdzieś przyczajony w mroku, oglądając cierpienia więźnia, rozkoszując się jego słabnącym oddechem. Od czasu do czasu przynosił mu miskę z mdłą zupą lub twardy bochen chleba. Nie chciał, aby kupiec umarł z głodu.
Dlaczego zatem jeszcze pozwalał mu żyć?
—  Proszę, uwolnij mnie! — wołał mężczyzna, kiedy czuł się na siłach. — Miej litość nade mną! Zrobię, co zechcesz, błagam...
 Bezlitosny stwór nie odpowiadał, choć gdzieś w dali rozlegało się echo jego kpiącego śmiechu. On się bawi moim cierpieniem. Nie wiem, kto mógłby być bardziej okrutny.
Koszmary dręczyły nieszczęsnego Hugona niemalże za każdym razem, kiedy udało mu się zasnąć. Widział swój ogołocony z mebli dom i dzieci, które płoną. Skwierczą w płomieniach, zamieniają się w zwęglone trupy, a na końcu w czarny popiół. Widział Jovitę, która powstaje z grobu w żałobnej sukni i zaciska na szyi męża swoje kościste, lodowate dłonie. Widział rogate demony przyczajone w ciemności, gotowe rozerwać mężczyznę na strzępy. Widział też i siebie, krzyczącego na torturach.
Za każdym razem jednak się budził, po to, aby dalej kulić się na twardej posadzce i łamać sobie zęby na czerstwym chlebie. Nie liczył już dni. Pod ziemią wszystko zlewało się w jedną wielką męczarnię. Nie miał także już nadziei. Pragnął umrzeć, ale jego przeziębienie i wyczerpanie nie okazywały się dostatecznie poważne. Dlatego stawał się trupem, który oddycha.
Dopiero pewnego dnia lub nocy — w pewnym momencie ciągnącej się beznadziei — przed okratowanymi drzwiami celi stanął potężny cień. Hugo nawet się nie poruszył, mierząc gościa spuchniętymi oczami.
—  Nudzisz mnie — brzmiały chłodne, ostre słowa. — Spoglądanie na cierpienie zawsze było dla mnie dobrą rozrywką, ale po pewnym czasie i ona przestawała mnie bawić. Czas z tym skończyć.

*

Oto i Bestia. Kochany, prawda? xD Jestem ciekawa Waszych opinii. 
Życzę wszystkim szczęśliwego Nowego Roku! :) 

25 komentarzy:

  1. I wzajemnie kochana!
    Postać Bestii mnie uwiodła... jestem ciekawa jak to będzie wyglądało dalej.
    Szkoda mi Hugona ale jakby nie było był ostrzegany. Niebezpieczeństwo czaiło się w pobliżu ale zignorował je.
    Oczywiście kochana życzę Ci szczęśliwego nowego roku, pasji, spełnienia marzeń i w ogóle wszystkiego najlepszego! Aby ten rok był bardzo udany i w ogóle!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, to dobrze, że na razie jego postać Ci się podoba :P
      Dziękuję bardzo zarówno za komentarz, jak i wspaniałe życzenia! :*

      Usuń
  2. Pierwszy raz widzę, by ojciec naszej bohaterki nie najadł się w zamku. Chodzi mi o to, że nie przywitała go wielka uczta - jak zazwyczaj bywa - ale sam musiał sobie coś wygrzebać. To dobra metafora na to, że być może w pozostałych historiach ojciec Belli tak na prawdę tylko wyobraził sobie tę ucztę.
    Bestia...Nie wiem czy powinnam się cieszyć, że jest tak bezwzględny, czy smucić, bo rozrywką dla niego było patrzenie na cierpienia starca. Liczyłam po cichutku, że może gdy dowie się o Belli, (co jeszcze nie nadeszło) obudzi się w nim zwierzęce pożądanie, ale to tylko takie moje zmyślenia.
    Udanego 2017 roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, u mnie dużo rzeczy jest na opak. I ciekawa koncepcja ;P
      Hmm... być może Twoje nadzieje się spełnią, przynajmniej po części. Erotyczne sceny pomiędzy dziewczyną a potworem to delikatna sprawa, ale będzie tutaj co nieco :D
      Dziękuję ślicznie i nawzajem ^^

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Haha obawiam się, że został zjedzony xD

      Usuń
  4. I jest moja długo wyczekiwana Bestia, czy może raczej mój długo wyczekiwany książę... ;D
    Jestem zachwycona, własnie tak wyobrażałam sobie ten moment, w którym pojawi się nasza główna postać! Opis jego wyglądu mnie powalił, wolałabym nie spotkać takiej osoby w mroku...
    Zamek oczywiście piękny. Chciałabym zobaczyć go w czasach świetności, jestem pewna, że to byłoby coś, co zapiera dech w piersiach i sprawia, że na nasze usta wpływa szeroki uśmiech.
    Doczekałam się już Bestii teraz niecierpliwie wyczekuję spotkania Bestii i Belli! :D
    Pozdrawiam cieplutko i ślę dużo, dużo weny!
    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, bardzo się cieszę, że Bestia spełnił Twoje oczekiwania! :D Dziękuję za wszystkie miłe słowa. Zamek Bestii również od zawsze mnie fascynował, uwielbiam go opisywać :P
      Jestem ciekawa, co powiesz o pierwszym spotkaniu Belli z Bestią.
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  5. Udało mi się nareszcie dotrzeć do Ciebie, Marzycielko! Twoja interpretacja baśni o Belli sprawia, iż mam ochotę zanurzyć się w przeszłość. Poznać tamte czasy. Brawo, naprawdę wyśmienicie! Sama treść bardzo spójna, logiczna, a Bestia to istny majstersztyk! Ot, po prostu. Przeraża i jednocześnie nie odstrasza, co może się w sumie wykluczać nawzajem. Te koszmary Hugona, aż mi ciarki przeszły po ciele. Z drugiej strony nie będę udawać, że mu współczuję. Wewnętrznie w jego charakterze było coś, czego nie rozumiałam od początku. Kiedy nagle tracisz cały dorobek życia, raczej nie cas na próby udowodnienia sobie i otoczeniu kim jesteś. W domu zostały trzy córki, jeżeli chciał ich osierocić na pewno wybrał właściwą drogę. To, iż do morderstwa nie dojdzie jet, raczej oczywiste, ale trudno odgadnąć czy nie opęta czy nie zostanie obciążony klątwą. MOże straszny pan zamku zażąda od niego dodatkowego haraczu, oprócz córki. Powiedzmy iluś miesięcy życia kupca? Byłoby o wiele bardziej interesująco, gdyby tak się stało. Kara musi ciążyć na ukaranym. Wszak Piękna nic nie zawiniła, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! :*
      Trochę obawiałam się, jak zareagujecie na postać Bestii i cieszę się, że jak to ujęłaś "przeraża i jednocześnie nie odstrasza".
      Hugo faktycznie wielokrotnie popełnia złe decyzje. Jeśli chodzi o dodatkową karę... myślę, że kupiec faktycznie ją dostanie. W pewnym sensie. Natomiast czy Bella zawiniła czy nie, nikogo tak właściwie nie będzie obchodzić :P Więcej nie mówię.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Wow! Super rozdział :)
    Przede wszystkim bardzo chciałam Cię pochwalić za wizerunek bestii. Nie należy on do najlepszych, ale pod względem fizycznym. Trochę mu daleko do włochatej bestii, która znów tak paskudna nie była. Tutaj mamy prawdziwego potwora, gargulca który już samym swoim wyglądem wzbudza wstręt. Jego zachowanie dorównuje także wyglądowi. To jasne jest, że musi tak wyglądać. Bardzo mi się to podoba i nie mogę się doczekać dalszej akcji. Tak bardzo czekam na Bellę! <3
    Ojciec Belli zachował się okropnie. Posłuchał starej Trit zamiast kobiety, którą kochał i która kochała jego. Za nic miał jej słowa, chociaż ostrzegała go przed klątwą i niebezpieczeństwem. Co bieda robi z człowiekiem.
    Może wyjdę na okropną materialistkę, ale lepiej być bogatym człowiekiem. Owszem, bogaci też bywają chciwi, ale jednak: biedak, w tym przypadku biedak, który był kiedyś bogaty, to najgorszy tym człowieka. Będzie przy każdej możliwej okazji szukał zdobycia chociaż odrobiny gotówki. Są przypadki, kiedy zabijają dla kilku groszy, ale zastanawiam się teraz: czy Hugo właśnie nie podpisał wyroku śmierci? Czy może jednak los się odmieni i bestia nie okażę się taką bestią za jaką chce uchodzi? Może pod grubą skórą tkwi coś więcej? :)
    Kurcze, tak kocham to opowiadanie <3 Rany, uwielbiam je teraz jeszcze bardziej, bo w marcu wychodzi <3
    Pozdrawiam gorąco! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie Ci dziękuję :D Twoje słowa są niezwykle motywujące!
      Bardzo się też cieszę, że Bestia przypadł Ci do gustu. Tutaj chciałam odbiec od wizerunku biednego potwora o dobrym sercu i pokazać prawdziwą bestię :P
      Ja również nie mogę się doczekać, aż przedstawię wam pierwsze spotkanie naszych bohaterów :)
      Trafnie to ujęłaś. Hugo cały czas gonił za widmem dawnego bogactwa i to go zgubiło. Jak rozwiąże się ta sprawa - oczywiście przekonacie się w następnym rozdziale.
      O tak, ja również czekam na ekranizację. To tylko podsyca moje uwielbienie do schematu Pięknej i Bestii ^^
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  7. (Ej, komciam Ci rozdziały od początku, nie wiem, czy masz alert, ale w razie wu informuję :D).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo dziękuję Ci bardzo za powiadomienie, bo pewnie zauważyłabym to dopiero po kilku dniach ;) No i fajnie, że chcesz komentować od początku ^^

      Usuń
  8. Wybacz opóźnienie.
    Kompletnie zapomniałam ale już jestem i nadrobiłam rozdział.
    Bestia fascynujący... przydałby się większy opis jego czynów ale i tak świetnie. Jestem pod wrażeniem spotkania z Hugonem. Mam nadzieję, że dodasz więcej magii. Czekam gorąco na kolejny rozdział i aby już niedługo. pozdrawiam i Szczęśliwego Nowego Roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ kochana, już skomentowałaś ten rozdział(nawet jako pierwsza). Rozumiem jednak, że z roztargnienia mogłaś zapomnieć :P Dziękuję jeszcze raz. Postać Bestii zostanie dokładnie przybliżona w przyszłych rozdziałach i liczę, że pokażę wam zarówno magię, jak i grozę :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Cześć, "Dziewczynkę z zapałkami" już sobie ustawiłem na pasku, by jej nie zgubić i po opublikowaniu u siebie, móc ją przeczytać.
    Zachowania Hugona nie będę komentował, bo już o nim napisałem w poprzednim komentarzu. Nie mogę jednak rozgryźć jego uczuć do Belli. Czy kocha ją najmocniej ze wszystkich dzieci, właśnie za tę inność, czy kocha ją najmniej. Obawiam się jednak, że mogę mieć rację sugerując tę drugą wersję i że ten facet za swoją wolność poświęci właśnie najmłodszą córkę. Nie ma też co kryć, że Bella będzie pewnie ciekawszym więźniem od ojca i sprawi Bestii więcej rozrywki. Gdyby się polubili, to mogła to by być nawet taka rozrywka dla obydwóch stron (nie słuchaj mnie, plotę bzdury, bo głodnemu chleb na myśli).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo super, bardzo mi miło :)
      Myślę, że pod poprzednim rozdziałem trafnie opisałeś postać Hugona. Hm... ciekawe pytanie. Ja też skłaniam się ku tej drugiej wersji, Bella zarówno zaskakuje, jak i niepokoi ojca, jej inność bywa wręcz namacalna.
      Haha no nie ukrywam, że dla pana zamku młoda dziewczyna będzie ciekawszym kąskiem :P
      Dziękuję bardzo za komentarz i pozdrawiam ;)

      Usuń
  10. Trafiłam do Ciebie jakoś przypadkiem i tak czytłam po trochu, ale dziś udało mi się przeczytać do końca i powiem jedno: wow!
    Mimo że początkowo wydaje się być to samo co wszędzie czytałam i widziałam, to jednak przedstawiasz wszystko w tak urzekający sposób, że nie da się nie czytać, choć domyślałam się co będzie dalej.
    Podejrzewam, że dopiero teraz zacznie się "zabawa" i już nie mogę się doczekać.
    O Bestii nie powiem w sumie za wiele, bo tak naprawdę było go tyci, ale cieszę się, że nie przedstawiłaś go jako kudłatego wilczka, tylko istnie szatańską istotę.
    Oczywiście będzie moją ulubioną postacią, bo już tak mam, że lubię tych złych (jak kolwiek, to brzmi).
    A i co do Belli. Doskonale ją rozumiem. Nawet jeśli ktoś nazwał ją egoistką lub, że jej zachowanie jest dziecinne i w ogóle... Egoistą czasami trzeba być, tak samo jak mieć własne zdanie. Eh... Chyba mam z nią coś wspólnego. ;)
    Pozdrawiam^^

    Przepraszam za błędy ale często je robię jak piszę z telefonu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, niezwykle mi miło, że trafiłam do nowej czytelniczki ^^
      O tak, tutaj chciałam pokazać inny wizerunek Bestii :P
      I cieszę się, że mimo wszystko polubiłaś Bellę. Ja też odnajduję się w jej cechach, dlatego lubię o niej pisać.
      Nic się nie stało, dziękuję i pozdrawiam! :)

      Usuń
  11. Potrzebuję Twojego rozdziału na poprawę humoru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha dziękuję, przepraszam za taką zwłokę, pojawi się już niebawem ^^

      Usuń
  12. I się Hugo doigrał. Nie posłuchał ostrzeżenia i Bestia go dopadła... Czytając rozdział, pojawiły mi się przebłyski z pierwszej części piratów, gdzie to Kapitan Barbossa i jego załoga ignorując pogłoski ukradli złoto Asteckie i... bum nastała Klątwa Czarjnej Perły" :D
    W rozdziale przykuła mnie te krzaki z różami... wszystkie upodobnił do swoich starszych córek, a o Belli jakby zapomniał... no, może i nie znalazł upodobanej róży, to mógłby pomyśleć, że jego najmłodsza latorośl kocha książki...
    Nie wiem, może to wina tego, że Jovita wzięła Bellę pod własne skrzydła, mówiąc, że jest tylko jej... a z racji, że umarła, Hugonowi trudno było ją dalej wychować...


    OdpowiedzUsuń
  13. Skoro już wiem, że Hugon poświęci swoją córkę, to na tej podstawie uważam, że chujowy z niego tata, więc żałuję, że Bastia go nie skrócił o głowę, gdy miał okazję. W tym wszystkim, w tym twoim opowiadaniu, Hugo wydaje się być znacznie większą bestią od samego Pana Zamku. Prawdziwy Bestia nie zgładził nawet złodzieja, swojego więźnia, a ojciec stracił córkę, skazując ją na życie w lochach (to niemal tak jakby sam ją zabił).

    Pozdrawiam
    „Na kartkach pamiętnika”

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam ten rozdział jak zahipnotyzowana.
    Oh...Czemu Hugo nie posłuchał żony?!Ciekawi mnie dalszy rozwój wypadków.
    Bestia, jak bestia jest okrutny i wydaje się bez serca.

    OdpowiedzUsuń